MS 2010

Odbierz BONUS na ZAKŁADY 20 zł (za wpłatę 59 zł)

- Sportingbet Bukmacher Online
- Wysokie kursy
- Brak podatku od wygranych
- Bonus do 600 PLN na start


Przed meczem Niemcy – Hiszpania

Słaby mecz z Paragwajem nie przeszkadza kibicom mistrzów Europy w radowaniu się z pierwszego w historii półfinału mistrzostw świata. By zagrać w finale, Hiszpanie muszą jednak pokonać najlepszych na turnieju w RPA Niemców, a tego w stylu z soboty osiągnąć się nie da.

Od dwóch dni kibice reprezentacji Vicente del Bosque na wszystkie możliwe sposoby i w każdym znanym sobie języku odmieniają słowo “historyczny”. “Całe życie marzyliśmy o takim momencie” – pisze “Marca”. Komentatorzy radiowi powtarzają, że czekali na półfinał 60 lat. – Kilku pokoleniom Hiszpanów reprezentacja kojarzyła się wyłącznie z frustracją i rozczarowaniem. W RPA możemy z tym skończyć – mówią dziennikarze.

Radości z pierwszego awansu do półfinału nie burzy styl drużyny, choć gdyby miesiąc temu ktoś powiedział, że mistrzowie Europy przez mundial przedzierać się będą w mękach, nikt by w to nie uwierzył. Hiszpanie spodziewali się, że ich drużyna przefrunie przez turniej, sprawiając rywalom lanie, do jakich przyzwyczaiła przez ostatnie dwa lata.

Nic z tego, tylko w drugiej połowie meczu z Portugalią drużyna Vicente del Bosque zbliżyła się do swojego normalnego poziomu. W sobotę męczyła się z 31. w rankingu FIFA Paragwajem. W RPA nie może zaskoczyć maszyna oparta na wymianie niezliczonej liczby podań nazwana przez media “tiqui-taca”.

Spragnieni mundialowego sukcesu kibice i media nastawiły się jednak wyłącznie na wynik. Po latach wysyłania na MŚ wspaniałych piłkarzy i wracania z niczym, liczą się tylko zwycięstwa. “Żegnajcie demony” – pisze “Mundo Deportivo”.

Za omen zdobycia mistrzostwa świata przyjmuje się w Hiszpanii nawet słabą grę. – Nauczyliśmy się w końcu, jak wygrywać mecze brzydkie, których nie kontrolujemy i które w każdej chwili mogą potoczyć się inaczej – pisze “AS”. Nawet wcześniej krytykujący reprezentację były selekcjoner Luis Aragones powiedział, że w Johannesburgu wygrała lepsza drużyna, żałował tylko, że piłkarze nie potrafili szybciej rozgrywać piłki.

Najbardziej krytyczny wydaje się del Bosque, który stwierdził, że za jego kadencji Hiszpanie nie zagrali meczu, w którym tak często traciliby piłkę i niecelnie podawali. – Nie graliśmy dobrze, ale najważniejszy jest awans. To wielki moment dla naszego futbolu. Niemcy są w tej chwili najlepszą drużyną świata, ale jeśli pokonaliśmy ich w finale Euro 2008, dlaczego nie mielibyśmy zrobić tego jeszcze raz? – pyta 60-letni trener.

Problemów do rozwiązania przed środowym półfinałem mu nie brakuje. Do jednego zdążył się już nawet przyzwyczaić, jak zwykle w RPA, wszyscy pytają go o formę Fernando Torresa. Napastnik Liverpoolu nie zdobył jeszcze na mundialu bramki, w sobotę został zmieniony po 55 minutach. – To dla mnie trudny turniej, bo wracam po kontuzji, ale w każdym meczu czuję się lepiej – mówi 27-letni piłkarz.

Jak zwykle też koledzy Torresa chwalą, a trener zapowiada, że nie posadzi go na ławce, w czym popiera go także Aragones tłumaczący, że dzięki niemu więcej miejsca ma David Villa.

W meczu z Niemcami trudniej byłoby zresztą napastnika Liverpoolu zastąpić, bo Cesc Fabregas, który zmienił go w sobotę, uszkodził bark i dopiero dziś okaże się, czy zagra. Na uraz narzeka także Sergio Ramos, któremu założono na rozbitą głowę dwa szwy.

Hiszpańskie media: Hiszpania blisko raju

Hiszpańskie media po meczu z Paragwajem podkreślają historyczny awans do półfinału i dziękują Davidowi Villi za to, że ciągnie na swych barkach reprezentację i Ikerowi Casilliasowi, który obronił karnego Cardozo.

“Villia może za wszystkich” – pisze największy hiszpański dziennik “El Pais” nawiązując do zwycięskiej bramki Villi z 83. minuty. “Napastnik Hiszpanii, gwiazdeczka mundialu, strzelił gola Paragwajowi i zakwalifikował reprezentację do półfinału” – czytamy w relacji.

“Dla obu zespołów był to moment historyczny. David Villa zakończył sen Paragwaju, który był rywalem dość twardym i długo wydawało się, że nie do ruszenia. Do czasu” – relacjonuje “Lavanguardia”.

“Hiszpania jest w półfinale. Trzeba sobie to napisać, żeby w to uwierzyć. Forma Hiszpanów byłą daleka od zwycięstwa 12:1 nad Maltą. Brakowało dobrej gry, a mecz przypominał rollercoaster cierpienia, którego kulminacją był gol Villi poprzedzony trzema słupkami” – pisze “Marca”. Dziennik podkreśla, że liczy się wynik, ale też zauważa, że Hiszpanie w pierwszej połowie grali po prostu tragicznie.

“Villa i Casillas – Hiszpania jest w raju” – pisze “AS”. “To historyczny moment, Hiszpania wkracza na nieznane terytorium. Jeszcze nigdy nie byliśmy tak blisko raju. Paragwajczycy stawiali opór bardzo długo, ale w końcu padli po ciosie Villi i zostali zatrzymani rękoma Casillasa” – czytamy w relacji madryckiego dziennika sportowego.

Loew: To było niesamowite! Maradona: Jestem załamany…

Niemcy rozbiły Argentynę 4:0 w ćwierćfinale mistrzostw świata w RPA i w półfinale zmierzą się ze zwycięzcą potyczki Paragwaj – Hiszpania. Po meczu radości nie krył trener reprezentacji Niemiec – Joachim Loew, a smutku trener Argentyny – Diego Maradona.

- To, co pokazaliśmy w drugiej połowie gry było niesamowite. Drużyna pokazała ducha zwycięzcy – zachwycał się Joachim Loew, trener niemieckiej reprezentacji, tuż po wygranym 4:0 meczu z Argentyną.

- Niewyobrażalna jest też wysokość naszej wygranej. Zespół wykonał wszystkie założenia taktyczne. Jesteśmy wśród najlepszych czterech drużyn na świecie i tam też jest nasze miejsce. Mamy przed sobą jeszcze dwa spotkania i wszystko leży w naszych rękach – dodał Loew.

Jednym z ojców niemieckiego sukcesu był młody napastnik Bayernu Moncahium – Thomas Muller, który strzelił pierwszego gola.

- To jakieś szaleństwo. Jeśli wygrywa się z Argentyną 4:0 to najpierw człowiekowi brakuje słów, by to skomentować, a potem może powiedzieć tylko “wow”. Największą gwiazdą dzisiejszego spotkania była znowu cała drużyna – mówił Muller.

Zgoła odmienne nastroje panowały w argentyńskiej kadrze. Diego Maradona, trener reprezentacji Argentyny, nie krył rozczarowania. – Jestem załamany – powiedział, a pytany o swoja przyszłość, odrzekł.

- W tym momencie nie chcę myśleć o swojej przyszłości. Nie podejmę decyzji pod wpływem chwili. Muszę wrócić do kraju i wszystko omówić z rodziną i przyjaciółmi.

Rozżalony był także Carlos Tevez, napastnik reprezentacji Argentyny.

- Jest mi bardzo przykro. To wielki ból w ten sposób przegrywać. Zaprezentowaliśmy się fatalnie. Teraz chcę jak najszybciej znaleźć się w domu – mówił Tevez.

Cruyff: Nie zapłaciłbym ani grosza za oglądanie takiej Brazylii

- Gdzie się podziała magia Brazylii? Piłkarze Dungi grają na mundialu RPA przeraźliwie nudy futbol. Nie zapłaciłbym ani grosza za oglądanie czegoś takiego – prowokuje legenda holenderskiego futbolu, przed piątkowym ćwierćfinałem, w którym Oranjes zmierzą się z Canarinhos

Podejrzewam, że w drodze na mistrzostwa świata ktoś podmienił reprezentacje Brazylii na jakąś inną. Kiedy parzę wstecz pamiętam tak finezyjnych piłkarzy jak Gerson, Tostao, Falcao, Zico albo Socrates. Jak patrzę na oceną widzę samych wyrobników bez krzty finezji jak Gilberto, Melo, Bastos, Julio Baptista czy Ramirez. Rozumiem, że trener Dunga potrzebował też piłkarzy do ciężkiej pracy, że nie mógł przywieźć samych kreatywnych piłkarzy. Ale żeby ani jednego? Gdzie jest reżyser gry, gdzie bajeczni technicznie pomocnicy? – pyta wicemistrz świata z 1978 roku i trzykrotny Najlepszy Piłkarz Europy, którego Holandia uważana jest za najlepszą drużynę w historii jaka nigdy nie została mistrzem świata.

I dodaje, że nie rozumie jak widzowie mogą chcieć oglądać tak grającą Brazylię. – Ja w życiu nie zapłaciłbym za bilet na taką drużynę – zapewnia. – Kibice, którzy przychodzą na mecze Canarinhos, przyzwyczajeni, że ci zawsze grają porywający, świetny technicznie futbol mają prawo czuć się oszukani. Tego lata gra Brazylii w niczym nie jest wyjątkowa. Mają wielce utalentowanych piłkarzy, ale trener każe im grać przede wszystkim defensywnie i siłowo. To wstyd dla Brazylii i wielka szkoda dla turnieju – stwierdził jeden z najwybitniejszych i najbardziej błyskotliwie grających piłkarzy w historii.

Cruyff nie jest też specjalnie zachwycony grą własnych rodaków. – Od Holandii fani także wymagali zawsze czegoś ekstra. Może i “Pomarańczowi” nigdy nie zdołali zdobyć mistrzostwa świata, ale co turniej zachwycali cały świat swoją grą. Na mundialu w RPA cały czar jakim dysponowała Brazylia i Holandia przejęło Chile. To drużyna Marcelo Bielsy grała tu najpiękniejszy i najbardziej bezkompromisowy ofensywny futbol – stwierdził najbardziej sztandarowy przedstawiciel “futbolu totalnego”.

Cruyff dodał, że najbardziej podobała mu się gra Hiszpanii i Argentyny, a Leo Messi z kolegami oraz piłkarze Vicente del Bosque są nadzieją na to, że triumf w RPA odniesie jednak piękny futbol. – Tylko w przypadku tych dwóch drużyn widziałem pasję, ryzyko, głód sukcesu i ambicję. W dotychczasowych meczach Messi pokazał tu Więcej umiejętności, inwencji, głodu I stylu niż wszyscy inni zawodnicy razem wzięci! Hiszpanie także w każdym spotkaniu, nawet tym przypadkowo przegranym ze Szwajcarią nie odstąpili od swego ofensywnego stylu, pozostali wierni zasadom. I pokazali, że mają DNA mistrzów świata – stwierdził Cruyff.

I narzekał, że cała reszta grała na mundialu bez stylu, bez filozofii, czy piłkarskiego cerdo. Chyba, że z jednym: “byle nie przegrać”. – Dlatego cieszę się, że porażkę odniosły tu drużyny grające wg filozofii “przede wszystkim za wszelką cenę nie przegrać” jak Francja, Włochy czy Anglia. Trzyma się jeszcze tylko Brazylia – powiedział Hlender, który honorowo pełni funkcję trenera reprezentacji Katalonii.

Klose goni rekord Ronaldo

Miroslav Klose ma już 12 bramek zdobytych podczas finałów mistrzostw świata w piłce nożnej. O trzy więcej ma rekordzista, Brazylijczyk Ronaldo. – Mogę go dogonić – zapowiada Klose. Dodał też, że chce kontynuować karierę do Euro 2012. – Urodziłem się w Polsce, kocham ten kraj i ludzi – wyjaśnił w rozmowie z “Bildem”.

W meczu z Anglią, swoim 99. występie w reprezentacji Klose strzelił 50. bramkę dla Niemiec. 12 z nich zdobył w finałach mistrzostw świata, i zrównał się pod tym względem z legendarnym Pele. Rekordzistą w tej kategorii jest jego rodak, Ronaldo, autor piętnastu trafień.

- Jak dotąd zdobyłem po pięć bramek na dwóch ostatnich mundialach. Kilka kolejnych trafień pozwoli mi utrzymać średnią i zrównać się z Ronaldo – analizuje Klose. Kolejną szansę będzie miał w ćwierćfinałowym spotkaniu z Argentyną w Cape Town.

Klose będzie grał do Euro?

32-letni Klose zapowiedział w poniedziałek, że po mundialu może zakończyć grę w reprezentacji. Teraz jednak zmienił zdanie. – Moim celem jest gra na Euro 2012 – powiedział Klose gazecie “Bild”. – Urodziłem się w Polsce, mam tam krewnych, kocham ten kraj i ludzi. Byłoby fajnie zagrać tam na jeszcze jednym wielkim turnieju – dodał.

Japonia chce na księżyc

Kiedy Takeshi Okada wypalił przed mundialem, że mierzy w półfinał, odpowiedział mu rechot zmieszany ze złością. I żądania kibiców, by podał się do dymisji. Dziś Japończycy są największą sensacją turnieju. Z Paragwajem zagrają o ćwierćfinał.

Obietnice selekcjonera brzmiały jeszcze kuriozalniej niż sławne słowa Jerzego Engela, który na azjatyckich mistrzostwach świata planował wziąć z Polakami złoto.

Japonia nigdy nie wygrała meczu o stawkę poza swoim kontynentem. Zanim Okada przejmował reprezentację od Ivicy Osima, dowiedział się od poprzednika, że będzie musiał zająć się “bandą amatorów”. Tak nazywał w szatni swoich ludzi bośniacki trener, doprowadzając do płaczu tłumacza. Na Pucharze Azji nie patrzył, jak piłkarze wykonują karne, bo “planował umrzeć w rodzinnym Sarajewie, nie na japońskiej ławce”. Rozstał się z drużyną, gdy doznał udaru mózgu.

Całą prawdę o sobie usłyszał Okada od innego byłego selekcjonera, Phlippe’a Troussiera, który prowadził Japonię podczas mundialu w 2002 roku. – Piłkarze znów grają z tym samym głupim nastawieniem, z jakim grali na MŚ w 1998 roku – powiedział Francuz. Na tamtym turnieju Japończycy ponieśli trzy porażki. Dowodził nimi… Okada, któremu zarzucono tchórzliwość, defetyzm i brak ambicji, bo ośmielił się przyznać, że w grupie z Argentyną, Chorwacją oraz Jamajką liczy na jedno zwycięstwo i jeden remis.

W RPA Japończycy pokonali Kamerun i Danię, długo opierali się też Holandii – gola zawdzięczającej także rykoszetowi, który zmylił bramkarza Narazakiego. Niemal połowa rodaków zarywa noce, by piłkarzy oglądać. A chyba nikt przed odlotem na mundial nie nasłuchał się tylu zniechęcających proroctw co podwładni Okady. Przegrywali wszystkie wiosenne sparingi – z Wybrzeżem Kości Słoniowej, Anglią, Koreą Płd. i Serbią, ich trener mówił, że przyjmie dymisję z godnością, jego dawni koledzy ze studiów apelowali, by nie hańbił imienia uniwersytetu i nie przyznawał się publicznie, że jest jego absolwentem.

Dziś piłkarze przyznają, że sami siebie uważali za beznadziejnie słabych, lecz ta wspólnota nędznego losu ich zjednoczyła. Musieli trzymać się razem, by przetrwać. Reszta jest zagadką. – Nie mam pojęcia, dlaczego gramy tutaj tak dobrze – twierdzi Kakoto Hasebe.

Frazy “nie wiem” Japończycy używają częściej niż skoczkowie narciarscy, którzy słyną z tego, że czasem lądują daleko, a czasem blisko, ale powodów nie znają. Błękitni Samuraje, jak nazywa się reprezentację, uchodzą w RPA za tych, którzy najszybciej nauczyli się obchodzić z piłką jabulani, bo ćwiczyli już we własnej lidze. Tyle że gole z wolnych strzelają nią gracze zarabiający w klubach europejskich.

Fenomen umie objąć rozumem jeden Kengo Nakamura: – Jeśli piłka ci nie odpowiada, trenujesz tak długo, aż będzie ci odpowiadać.

Inny pomocnik Shunsuke Nakamura objaśnia mundialowy cud decyzją działaczy, by wreszcie zrezygnować z zagranicznych selekcjonerów

- Wreszcie nie muszę porozumiewać się przez tłumacza z własnym trenerem. Poprzedni czasem nie wiedzieli nawet, jak kto ma na imię – mówi. Popiera go Yoshikatsu Kawaguchi, weteran czterech mundiali. Jego zdaniem kadrę wreszcie tworzą mili ludzie, którzy rozmawiają przed treningiem i po treningu, dlatego na boisku mogą milczeć, a i tak wiedzą, co robić.

Ćwierćfinał byłby dla nich bezprecedensowym sukcesem, podobnie jak dla Paragwajczyków, których w stylu gry z żywiołowymi rywalami nie łączy nic. Choć przywieźli najlepszy – jak reklamował argentyński trener Gerardo Martino – atak w historii swojego futbolu, stawiają na ostrożność i ofensywną wstrzemięźliwość. Sam selekcjoner narzeka, że czasem przesadzają i w ostatnim meczu grupowym byli zbyt pasywni. – Będą chcieli nas sprowokować i oszukać. Są sprytni, nawet z Nową Zelandią [było 0:0] nie ryzykowali, tylko czekali, aż rywale popełnią błąd. Nie damy się nabrać – obiecuje obrońca Marcus Tulio Tanaka.

A trener Okada nadal upiera się, że jego ludzie niczego dotąd nie osiągnęli. – Gdybym za cel wyznaczył im finał, nie potraktowaliby mnie poważnie. Gdybym wyznaczył ćwierćfinał, nie zmotywowałbym ich wystarczająco – tłumaczył przed turniejem. Od komentatorów słyszał, że równie dobrze mógłby rozkazać piłkarzom przespacerować się po księżycu.

Hiszpania – Portugalia o ćwierćfinał

We wtorek z mundialu odpadnie Hiszpania lub Portugalia. Czy w meczu o ćwierćfinał ich gwiazdy wreszcie zabłysną?

“To taki skrawek ziemi przylegający do Oceanu Atlantyckiego, który powinien należeć do Hiszpanii” – tak opisywał mi Portugalię mieszkający w Polsce Hiszpan. Nie ma się więc co dziwić, że Portugalczycy nie lubią zadzierających nosa sąsiadów. Dlatego porażka zaboli we wtorek wyjątkowo zarówno jednych, jak i drugich.

Obie reprezentacje nigdy nie zdobyły mistrzostwa świata. Hiszpanie tylko raz wypocili awans do półfinału – w 1950 r., gdy w turnieju brało udział 13 drużyn. Portugalia dwa razy biła się o finał – ostatnio cztery lata temu w Niemczech. Do RPA obie drużyny przyjechały z nadziejami przynajmniej na powtórzenie największego sukcesu. Hiszpanie głośno mówili nawet o zdobyciu mistrzostwa świata.

Z równie wielkimi nadziejami zaczynali sezon Fernando Torres i Cristiano Ronaldo. Hiszpan liczył, że jego Liverpool odzyska mistrzostwo Anglii, Portugalczyk, po rekordowym transferze do Realu Madryt, zapowiadał walkę o zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Ich kluby nie osiągnęły jednak nawet małego sukcesu. Liverpool z hukiem wypadł z Ligi Mistrzów już w fazie grupowej, a w Premier League zajął dopiero siódme miejsce. Sezon Realu naznaczyły trzy spektakularne wpadki. Odpadnięcie z Pucharu Hiszpanii z trzecioligowym Alcorcon, zakończenie LM na 1/8 finału i dwie ligowe porażki z Barceloną.

Co z tego, że żaden piłkarz Liverpoolu nie strzelił w ostatnim sezonie więcej goli niż Torres, a Ronaldo był bezkonkurencyjny w Madrycie. Ostatnią nadzieją na drużynowy sukces w tym sezonie dla obu wielkich gwiazd jest mundial. Po trzech meczach żaden nie bije się jednak o tytuł króla strzelców, mało prawdopodobne jest nawet to, by któregoś z nich wybrano do drużyny turnieju.

Torresa tłumaczy kontuzja kolana, zaczął normalnie trenować tuż przed startem turnieju. Na boisku w niczym nie przypomina jednak piłkarza uważanego za najlepszego środkowego napastnika świata. Ale nikt nie naciska, wszyscy dmuchają i chuchają, licząc, że w następnym meczu Torres zagra, jak potrafi. – Powrót do gry po operacji nie jest łatwy, ale jestem coraz bliżej – tłumaczy 27-letni napastnik.

Ronaldo na mundialu strzelił gola tylko Korei Północnej, gdy pod koniec meczu rywale pozwalali już jego drużynie na wszystko. Trener Carlos Queiroz bez przerwy zmienia jego pozycję na boisku – 25-letni piłkarz turniej zaczął na prawej stronie, potem przeniósł się na lewą, by w końcu w ostatnim meczu z Brazylią wylądować w ataku. Choć wciąż nie dawał reprezentacji tyle, ile Realowi, zagrał dobrze i z Hiszpanią znów wystąpi na tej pozycji.

Przez kłopoty gwiazd nie zachwycają także ich reprezentacje. Portugalczycy spotykali się chociaż na mundialu z silnymi: Brazylią i Wybrzeżem Kości Słoniowej. Hiszpanie, mimo słabej grupy, nie pokazali jeszcze ani jednego występu na poziomie tych, które doprowadziły ich do mistrzostwa Europy. Trener złotej drużyny Luis Aragones bez przerwy łomocze swojego następcę i piłkarzy. – Nasza reprezentacja nie gra dobrze. Brakuje jej szybkości w rozgrywaniu akcji. Nie jestem optymistą, bo widzę, że Portugalia ma świetną drużynę. Jeśli rywale zdołają odebrać nam piłkę, mają umiejętności, by wygrać – mówi 72-letni trener. W dodatku we wtorek Hiszpanie niemal na pewno zagrają bez kluczowego w drugiej linii Xabiego Alonoso, którego boli kostka.

Pomocnika Realu zastąpi Javi Martinez z Athletic Bilbao, którego doświadczenie reprezentacyjne zaczęło się na majowym występie w sparingu z Arabią Saudyjską i dotychczas skończyło się na 17 minutach z ostatniego grupowego meczu z Chile.

Portugalczycy w RPA imponują głównie szczelną defensywą. Tylko oni jeszcze nie stracili na mundialu bramki. Gorzej wychodzi im strzelanie, trafiali jedynie w meczu z Koreą Północną. – Mój zespół dopiero pokaże, na co go stać. Chcemy być najlepsi, a tego nie można osiągnąć, jeśli nie pokonuje się najlepszych – powiedział Queiroz.

Mecz będzie także spotkaniem dwóch trenerów zwolnionych z Realu przez prezesa Florentino Pereza. Del Bosque nie wystarczyły nawet dwa zwycięstwa w Lidze Mistrzów przez cztery lata, wyrzucono go tuż po zdobyciu mistrzostwa Hiszpanii. Zastąpił go Queiroz, nie osiągnął nic i po roku przepędzono go z Santiago Bernabeu. Prawdopodobnie ten, którego zespół we wtorek przegra, po mundialu również będzie musiał szukać nowej pracy. W ćwierćfinale zwycięzca meczu w Kapsztadzie zagra w sobotę z Paragwajem lub Japonią.

Angielskie media po meczu z Niemcami

Brytyjskie media nie wykorzystały nieuznanej bramki Franka Lamparda w meczu z Niemcami jako wymówki. Odpowiedzialnością za pożegnanie się z mundialem prasa obwinia głównie Fabio Capello. Wciąż nie wiadomo, czy Włoch pozostanie na stanowisku selekcjonera reprezentacji, choć wszystko wskazuje na to, że nie zostanie zwolniony.

Wokół byłego szkoleniowca Realu Madryt pojawia się coraz więcej kontrowersji. Jedna ze stacji telewizyjnych pokazała ujęcia z meczu Anglia – Słowenia (1:0). – Naciskaj, kur…! – krzyczał Capello. – Skur… – mruczał pod nosem, gdy jeden z jego piłkarzy oddał słaby strzał. Potem miał pretensje do Garetha Barry’ego. – Barry, pier… piłka, Barry! – wściekał się.

Włoch poniewierał też swoich asystentów, pomiędzy którymi siedział. Gdy jeden z nich – Stuart Pearce – wstał, Capello zawołał go do siebie i kazał usiąść. – Powiedziałem ci, żebyś usiadł? No dobra, to teraz wstawaj – powiedział po chwili, po czym zepchnął go z krzesełka.

Wyspiarze, którzy po wspaniałej postawie Anglików w kwalifikacjach do mistrzostw świata byli zachwyceni wpływem Capello na kadrę, powoli mają dosyć 64-letniego trenera. Gdy Wayne Rooney i spółka przegrywali z Niemcami 1:4 kibice zgromadzeni na trybunach zaczęli skandować nazwisko Svena-Goerana Erikssona, poprzedniego selekcjonera reprezentacji, który odchodził w ogniu krytyki.

Na Capello suchej nitki nie pozostawiają największe angielskie gazety. – Twój czas dobiega końca, Fabio – napisał “The Sun” na jednej z dziewięciu stron poświęconych spotkaniu z Niemcami. – Mundial skończył się dla nas katastrofalnie. Ośmieszyliśmy się tak, jak nigdy wcześniej. Capello musi wziąć odpowiedzialność na swoje barki – apelował “Daily Star”. – Z Algierią zagrali fatalnie, a z Niemcami cztery razy gorzej. Ich postawa była szokująca – denerwował się ekspert BBC, Alan Hansen.

Holandia – Słowacja w 1/8 finału

Holendrzy wysyłali na mundial ładniej grające drużyny, lepszych piłkarzy, bardziej utytułowanych trenerów, ale mistrzostwa świata nie zdobyli nigdy. W RPA udaje im się jednak omijać wszystkie pułapki, które decydowały o ich klęskach. Dziś o porażce nie myśli nikt – na ich drodze do ćwierćfinału staje Słowacja.

Na kolację wszyscy schodzą ogoleni, od stołu najpierw wstaje trener, jego asystenci, lekarze, na końcu piłkarze. To tylko niektóre z zasad, które obowiązują w reprezentacji Słowacji, odkąd prowadzi ją Vladimir Weiss. – To człowiek twardego charakteru, dlatego wszyscy go słuchają – mówi słowacki dziennikarz.

Charakter holenderskich szkoleniowców ponoć najlepiej opisuje porównanie ich do Wilhelma I Orańskiego – bohatera narodowego, nazywanego niemym lub milczącym, którego historycy opisują jako władcę niezdecydowanego i wiecznie dumającego nad tym, co zrobić dalej.

Kto nie wierzy, niech przypomni sobie trenerską drogę Marco van Bastena. Jego reprezentacja w eliminacjach Euro 2008 przetestowała cały katalog współczesnej myśli taktycznej, w każdym ustawieniu udawało im się tylko zanudzać kibiców. Ciekawszy od ich popisów wydawał się nawet wyłączony telewizor.

W Austrii i Szwajcarii Van Basten zmienił ustawienie jeszcze raz, a jego drużyna w stylu przewyższającym najbardziej spektakularne osiągnięcia Barcelony zmiotła z boiska Francuzów i Włochów, odpadła w ćwierćfinale z Rosją.

Ta zasada nie dotyczyła tylko Rinusa Michelsa, który doprowadził Holendrów do wicemistrzostwa świata i mistrzostwa Europy. Berta van Marwijka trudno z nim porównywać. Wydaje się jednak, że 58-letni szkoleniowiec nauczył się, jak uniknąć problemów, które decydowały o klęskach poprzedników.

Gdybyśmy chcieli wymienić wszystkie nauki van Marwijka, prawdopodobnie w “Gazecie Wyborczej” zabrakłoby miejsca na cokolwiek innego. Najważniejsze wydaje się stworzenie systemu gry, w którym od każdej gwiazdy zależy tyle samo. Żadna nie jest faworyzowana i nie wywołuje ataków zazdrości kolegów. Przynajmniej na razie.

Stanowiący największe zagrożenie buntu członek “Fantastycznej Czwórki” Arjen Robben zagrał w RPA dopiero 17 minut, w poniedziałek znów ma zacząć na ławce. W eliminacjach współpracował jednak z van der Vaartem, Sneijderem i van Persie’em bez zarzutu.

Dla zrównoważenia zatracających się w ataku piłkarskich czarodziei selekcjoner ustawił za nimi dwóch defensywnych pomocników.

Z taką taktyką Holandia bez straty punktu przefrunęła przez eliminacje i pierwszą fazę mundialu. Nie grała z zespołem światowej czołówki, najwyżej zwyciężała wyższą klasę średnią.

O spokoju trener może jednak pomarzyć. Dogania go holenderska dusza, którą najkrócej opisał były trener młodzieżówki Foppe de Haan. – Zwycięstwa nie są najważniejsze. Najważniejsze to grać dobrze.

W Holandii na grę reprezentacji wciąż się narzeka, zarzuca zbyt defensywny styl i formę, która nie gwarantuje sukcesu na MŚ.

- Jesteśmy Holandią. Dlaczego nie rzuciliśmy się na nich od pierwszej minuty? Piłkarze twierdzą, że zagrali dobrze, bo rywale nie stworzyli sobie szansy. Przecież oni wystawili jednego napastnika, a u nas za obronę odpowiada sześciu ludzi – mówił po meczu z Japonią Wim van Hanegem, były reprezentant.

- Rywale nie byli najmocniejsi, ale stworzyli kilka szans. Popatrzcie na rzuty rożne. Oni mieli sześć, my – jeden. To coś oznacza – twierdził po spotkaniu z Kamerunem Johan Cruyff.

Van Marwijk stracił cierpliwość, gdy dziennikarze zaczęli wpychać mu do pierwszej jedenastki Eljero Elię, młodego skrzydłowego Hamburga. – Przecież jeszcze niedawno chcieliście “Fantastycznej Czwórki”. Teraz mam zdjąć van der Vaarta i wstawić Elię. Jak to pogodzić? – pyta van Marwijk.

Takich absurdów pełna jest historia holenderskiej reprezentacji, na razie van Marwijk wszystkie pułapki omija, nie stara się zadowolić wszystkich, tylko sprawić, by zespół wygrywał. Kolejna mina czeka na niego już dziś.

W 1976 r. holenderscy wicemistrzowie świata jechali na Euro do Jugosławii po zwycięstwo. W turnieju brały udział cztery zespoły, w półfinale zespół George’a Knobela trafił na Czechosłowację, w drugim Niemcy grały z gospodarzami. – Mój zespół jechał na turniej, myśląc tylko o Niemcach i rewanżu za finał MŚ z 1974 r. Próbowałem coś z tym zrobić, ale to już nie były dzieci, tylko faceci dobiegający trzydziestki. Co poradzę na to, że arogancja jest jedną z cech naszego charakteru? – mówi holenderski trener. Jego drużyna po dogrywce przegrała 1:3.

W RPA Holendrzy w drodze do finału zagrają z najwyżej jedną reprezentacją z pierwszej dziesiątki rankingu FIFA. W ćwierćfinale mogą wpaść na Brazylię. Na razie zapewniają, że myślą tylko o Słowacji.

Dwa hity w 1/8 finału

Mecze Niemiec z Anglią oraz Hiszpanii z Portugalią powinny być najciekawszymi wydarzeniami 1/8 finału piłkarskich mistrzostw świata w RPA. W piątek uczestnicy mundialu zakończyli fazę grupową turnieju.

W pierwszej fazie zanotowano dwie sensacje. Z mundialem pożegnali się aktualni mistrzowie i wicemistrzowie świata – Włosi i Francuzi. Pozostali “wielcy” grają dalej, ale kilku z nich trafiło na siebie w 1/8 finału.

27 czerwca Niemcy zagrają w Bloemfontein z Anglią. Oba zespoły dopiero w ostatniej kolejce fazy grupowej zapewniły sobie awans. Teoretycznie lepsze wrażenie sprawiają na razie Niemcy, ale “Synowie Albionu” (tylko jedno zwycięstwo w grupie) pocieszają się, że prawdziwy turniej zaczyna się dopiero teraz.

Dwa dni później mistrz Europy Hiszpania spotka się w Kapsztadzie z Portugalią. David Villa i koledzy przegrali swój pierwszy mecz w grupie H (0:1 ze Szwajcarią), a później zanotowali dwa zwycięstwa (2:0 z Hondurasem, 2:1 z Chile).

Z kolei Portugalczycy nie stracili w grupie żadnej bramki, choć tak naprawdę wciąż trudno ocenić ich formę. Wprawdzie rozgromili słabą Koreę Północną 7:0, ale nie zachwycili w bezbramkowych meczach z Wybrzeżem Kości Słoniowej i Brazylią. W piątkowym spotkaniu z Canarinhos grali bardzo defensywnie (selekcjoner wystawił sześciu obrońców), zupełnie nie przypominając drużyny znanej z efektownego stylu.

W 1/8 finału MŚ wystąpi aż pięć drużyn z Ameryki Południowej (czyli wszystkie, które wystartowały w turnieju). Oprócz Brazylii – Argentyna, Paragwaj, Urugwaj i Chile.

Świetnie w RPA spisują się również zespoły z Azji, które na dodatek nie są bez szans w meczach kolejnej fazy. Korea Południowa trafiła bowiem na Urugwaj, a Japonia na Paragwaj.

Pary 1/8 finału:

26 czerwca, sobota

Port Elizabeth: Urugwaj – Korea Południowa (16.00)

Rustenburg: USA – Ghana (20.30)

27 czerwca, niedziela

Bloemfontein: Niemcy – Anglia (16.00)

Johannesburg: Argentyna – Meksyk (20.30)

28 czerwca, poniedziałek

Durban: Holandia – Słowacja (16.00)

Johannesburg: Brazylia – Chile (20.30)

29 czerwca, wtorek

Pretoria: Paragwaj – Japonia (16.00)

Kapsztad: Hiszpania – Portugalia (20.30)