Magiczny kwartet Holendrów
Arjen Robben na prawym skrzydle, Rafael van der Vaart na lewym, w ataku Robin van Persie, a tuż za nim Wesley Sneijder – o takim ustawieniu najlepsi trenerzy świata mogą sobie co najwyżej pomarzyć. Ale selekcjoner Holandii Bert van Marwijk marzyć wcale nie musi.
Van Marwijk taki kwartet (nazywany już kwartetem magicznym) może wystawić, jeśli tylko będzie miał ochotę.
- Słyszałem opinie pozostałych kolegów i wiem, że oni też najchętniej graliby w takim ustawieniu. Jeśli nasza współpraca będzie się układała właściwie, to na mundialu będziemy nie do zatrzymania – twierdzi van Persie.
Napastnika Arsenalu już teraz jest ciężko zatrzymać, więc jego słowom można wierzyć. W środowy wieczór próbowali tego obrońcy z Meksyku, ale bezskutecznie – w towarzyskim spotkaniu Holendrzy wygrali 2:1, a obie bramki dla Oranje zdobył właśnie on.
- Robin był niesamowity. W drugiej połowie znów zabolało go jednak ścięgno, więc natychmiast musiałem go zdjąć – tłumaczył szkoleniowiec.
Gdy zobaczył, że van Persiego zaczyna coś boleć, nawet się nie zastanawiał. Zdaje sobie bowiem sprawę, jak ważnym jest dla niego zawodnikiem. Zwłaszcza, że większą część minionego sezonu napastnik z Emirates nie grał z powodu kontuzji. Wrócił na boisko dopiero w końcówce rozgrywek i zdążył jeszcze strzelić dwa gole (w meczach z Blackburn i Fulham).
źródło: Przegląd Sportowy