Odbierz BONUS na ZAKŁADY 20 zł (za wpłatę 59 zł)
- Sportingbet Bukmacher Online
- Wysokie kursy
- Brak podatku od wygranych
- Bonus do 600 PLN na start
•
Kiedy Takeshi Okada wypalił przed mundialem, że mierzy w półfinał, odpowiedział mu rechot zmieszany ze złością. I żądania kibiców, by podał się do dymisji. Dziś Japończycy są największą sensacją turnieju. Z Paragwajem zagrają o ćwierćfinał.
Obietnice selekcjonera brzmiały jeszcze kuriozalniej niż sławne słowa Jerzego Engela, który na azjatyckich mistrzostwach świata planował wziąć z Polakami złoto.
Japonia nigdy nie wygrała meczu o stawkę poza swoim kontynentem. Zanim Okada przejmował reprezentację od Ivicy Osima, dowiedział się od poprzednika, że będzie musiał zająć się “bandą amatorów”. Tak nazywał w szatni swoich ludzi bośniacki trener, doprowadzając do płaczu tłumacza. Na Pucharze Azji nie patrzył, jak piłkarze wykonują karne, bo “planował umrzeć w rodzinnym Sarajewie, nie na japońskiej ławce”. Rozstał się z drużyną, gdy doznał udaru mózgu.
Całą prawdę o sobie usłyszał Okada od innego byłego selekcjonera, Phlippe’a Troussiera, który prowadził Japonię podczas mundialu w 2002 roku. – Piłkarze znów grają z tym samym głupim nastawieniem, z jakim grali na MŚ w 1998 roku – powiedział Francuz. Na tamtym turnieju Japończycy ponieśli trzy porażki. Dowodził nimi… Okada, któremu zarzucono tchórzliwość, defetyzm i brak ambicji, bo ośmielił się przyznać, że w grupie z Argentyną, Chorwacją oraz Jamajką liczy na jedno zwycięstwo i jeden remis.
W RPA Japończycy pokonali Kamerun i Danię, długo opierali się też Holandii – gola zawdzięczającej także rykoszetowi, który zmylił bramkarza Narazakiego. Niemal połowa rodaków zarywa noce, by piłkarzy oglądać. A chyba nikt przed odlotem na mundial nie nasłuchał się tylu zniechęcających proroctw co podwładni Okady. Przegrywali wszystkie wiosenne sparingi – z Wybrzeżem Kości Słoniowej, Anglią, Koreą Płd. i Serbią, ich trener mówił, że przyjmie dymisję z godnością, jego dawni koledzy ze studiów apelowali, by nie hańbił imienia uniwersytetu i nie przyznawał się publicznie, że jest jego absolwentem.
Dziś piłkarze przyznają, że sami siebie uważali za beznadziejnie słabych, lecz ta wspólnota nędznego losu ich zjednoczyła. Musieli trzymać się razem, by przetrwać. Reszta jest zagadką. – Nie mam pojęcia, dlaczego gramy tutaj tak dobrze – twierdzi Kakoto Hasebe.
Frazy “nie wiem” Japończycy używają częściej niż skoczkowie narciarscy, którzy słyną z tego, że czasem lądują daleko, a czasem blisko, ale powodów nie znają. Błękitni Samuraje, jak nazywa się reprezentację, uchodzą w RPA za tych, którzy najszybciej nauczyli się obchodzić z piłką jabulani, bo ćwiczyli już we własnej lidze. Tyle że gole z wolnych strzelają nią gracze zarabiający w klubach europejskich.
Fenomen umie objąć rozumem jeden Kengo Nakamura: – Jeśli piłka ci nie odpowiada, trenujesz tak długo, aż będzie ci odpowiadać.
Inny pomocnik Shunsuke Nakamura objaśnia mundialowy cud decyzją działaczy, by wreszcie zrezygnować z zagranicznych selekcjonerów
- Wreszcie nie muszę porozumiewać się przez tłumacza z własnym trenerem. Poprzedni czasem nie wiedzieli nawet, jak kto ma na imię – mówi. Popiera go Yoshikatsu Kawaguchi, weteran czterech mundiali. Jego zdaniem kadrę wreszcie tworzą mili ludzie, którzy rozmawiają przed treningiem i po treningu, dlatego na boisku mogą milczeć, a i tak wiedzą, co robić.
Ćwierćfinał byłby dla nich bezprecedensowym sukcesem, podobnie jak dla Paragwajczyków, których w stylu gry z żywiołowymi rywalami nie łączy nic. Choć przywieźli najlepszy – jak reklamował argentyński trener Gerardo Martino – atak w historii swojego futbolu, stawiają na ostrożność i ofensywną wstrzemięźliwość. Sam selekcjoner narzeka, że czasem przesadzają i w ostatnim meczu grupowym byli zbyt pasywni. – Będą chcieli nas sprowokować i oszukać. Są sprytni, nawet z Nową Zelandią [było 0:0] nie ryzykowali, tylko czekali, aż rywale popełnią błąd. Nie damy się nabrać – obiecuje obrońca Marcus Tulio Tanaka.
A trener Okada nadal upiera się, że jego ludzie niczego dotąd nie osiągnęli. – Gdybym za cel wyznaczył im finał, nie potraktowaliby mnie poważnie. Gdybym wyznaczył ćwierćfinał, nie zmotywowałbym ich wystarczająco – tłumaczył przed turniejem. Od komentatorów słyszał, że równie dobrze mógłby rozkazać piłkarzom przespacerować się po księżycu.
•
We wtorek z mundialu odpadnie Hiszpania lub Portugalia. Czy w meczu o ćwierćfinał ich gwiazdy wreszcie zabłysną?
“To taki skrawek ziemi przylegający do Oceanu Atlantyckiego, który powinien należeć do Hiszpanii” – tak opisywał mi Portugalię mieszkający w Polsce Hiszpan. Nie ma się więc co dziwić, że Portugalczycy nie lubią zadzierających nosa sąsiadów. Dlatego porażka zaboli we wtorek wyjątkowo zarówno jednych, jak i drugich.
Obie reprezentacje nigdy nie zdobyły mistrzostwa świata. Hiszpanie tylko raz wypocili awans do półfinału – w 1950 r., gdy w turnieju brało udział 13 drużyn. Portugalia dwa razy biła się o finał – ostatnio cztery lata temu w Niemczech. Do RPA obie drużyny przyjechały z nadziejami przynajmniej na powtórzenie największego sukcesu. Hiszpanie głośno mówili nawet o zdobyciu mistrzostwa świata.
Z równie wielkimi nadziejami zaczynali sezon Fernando Torres i Cristiano Ronaldo. Hiszpan liczył, że jego Liverpool odzyska mistrzostwo Anglii, Portugalczyk, po rekordowym transferze do Realu Madryt, zapowiadał walkę o zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Ich kluby nie osiągnęły jednak nawet małego sukcesu. Liverpool z hukiem wypadł z Ligi Mistrzów już w fazie grupowej, a w Premier League zajął dopiero siódme miejsce. Sezon Realu naznaczyły trzy spektakularne wpadki. Odpadnięcie z Pucharu Hiszpanii z trzecioligowym Alcorcon, zakończenie LM na 1/8 finału i dwie ligowe porażki z Barceloną.
Co z tego, że żaden piłkarz Liverpoolu nie strzelił w ostatnim sezonie więcej goli niż Torres, a Ronaldo był bezkonkurencyjny w Madrycie. Ostatnią nadzieją na drużynowy sukces w tym sezonie dla obu wielkich gwiazd jest mundial. Po trzech meczach żaden nie bije się jednak o tytuł króla strzelców, mało prawdopodobne jest nawet to, by któregoś z nich wybrano do drużyny turnieju.
Torresa tłumaczy kontuzja kolana, zaczął normalnie trenować tuż przed startem turnieju. Na boisku w niczym nie przypomina jednak piłkarza uważanego za najlepszego środkowego napastnika świata. Ale nikt nie naciska, wszyscy dmuchają i chuchają, licząc, że w następnym meczu Torres zagra, jak potrafi. – Powrót do gry po operacji nie jest łatwy, ale jestem coraz bliżej – tłumaczy 27-letni napastnik.
Ronaldo na mundialu strzelił gola tylko Korei Północnej, gdy pod koniec meczu rywale pozwalali już jego drużynie na wszystko. Trener Carlos Queiroz bez przerwy zmienia jego pozycję na boisku – 25-letni piłkarz turniej zaczął na prawej stronie, potem przeniósł się na lewą, by w końcu w ostatnim meczu z Brazylią wylądować w ataku. Choć wciąż nie dawał reprezentacji tyle, ile Realowi, zagrał dobrze i z Hiszpanią znów wystąpi na tej pozycji.
Przez kłopoty gwiazd nie zachwycają także ich reprezentacje. Portugalczycy spotykali się chociaż na mundialu z silnymi: Brazylią i Wybrzeżem Kości Słoniowej. Hiszpanie, mimo słabej grupy, nie pokazali jeszcze ani jednego występu na poziomie tych, które doprowadziły ich do mistrzostwa Europy. Trener złotej drużyny Luis Aragones bez przerwy łomocze swojego następcę i piłkarzy. – Nasza reprezentacja nie gra dobrze. Brakuje jej szybkości w rozgrywaniu akcji. Nie jestem optymistą, bo widzę, że Portugalia ma świetną drużynę. Jeśli rywale zdołają odebrać nam piłkę, mają umiejętności, by wygrać – mówi 72-letni trener. W dodatku we wtorek Hiszpanie niemal na pewno zagrają bez kluczowego w drugiej linii Xabiego Alonoso, którego boli kostka.
Pomocnika Realu zastąpi Javi Martinez z Athletic Bilbao, którego doświadczenie reprezentacyjne zaczęło się na majowym występie w sparingu z Arabią Saudyjską i dotychczas skończyło się na 17 minutach z ostatniego grupowego meczu z Chile.
Portugalczycy w RPA imponują głównie szczelną defensywą. Tylko oni jeszcze nie stracili na mundialu bramki. Gorzej wychodzi im strzelanie, trafiali jedynie w meczu z Koreą Północną. – Mój zespół dopiero pokaże, na co go stać. Chcemy być najlepsi, a tego nie można osiągnąć, jeśli nie pokonuje się najlepszych – powiedział Queiroz.
Mecz będzie także spotkaniem dwóch trenerów zwolnionych z Realu przez prezesa Florentino Pereza. Del Bosque nie wystarczyły nawet dwa zwycięstwa w Lidze Mistrzów przez cztery lata, wyrzucono go tuż po zdobyciu mistrzostwa Hiszpanii. Zastąpił go Queiroz, nie osiągnął nic i po roku przepędzono go z Santiago Bernabeu. Prawdopodobnie ten, którego zespół we wtorek przegra, po mundialu również będzie musiał szukać nowej pracy. W ćwierćfinale zwycięzca meczu w Kapsztadzie zagra w sobotę z Paragwajem lub Japonią.
•
Brytyjskie media nie wykorzystały nieuznanej bramki Franka Lamparda w meczu z Niemcami jako wymówki. Odpowiedzialnością za pożegnanie się z mundialem prasa obwinia głównie Fabio Capello. Wciąż nie wiadomo, czy Włoch pozostanie na stanowisku selekcjonera reprezentacji, choć wszystko wskazuje na to, że nie zostanie zwolniony.
Wokół byłego szkoleniowca Realu Madryt pojawia się coraz więcej kontrowersji. Jedna ze stacji telewizyjnych pokazała ujęcia z meczu Anglia – Słowenia (1:0). – Naciskaj, kur…! – krzyczał Capello. – Skur… – mruczał pod nosem, gdy jeden z jego piłkarzy oddał słaby strzał. Potem miał pretensje do Garetha Barry’ego. – Barry, pier… piłka, Barry! – wściekał się.
Włoch poniewierał też swoich asystentów, pomiędzy którymi siedział. Gdy jeden z nich – Stuart Pearce – wstał, Capello zawołał go do siebie i kazał usiąść. – Powiedziałem ci, żebyś usiadł? No dobra, to teraz wstawaj – powiedział po chwili, po czym zepchnął go z krzesełka.
Wyspiarze, którzy po wspaniałej postawie Anglików w kwalifikacjach do mistrzostw świata byli zachwyceni wpływem Capello na kadrę, powoli mają dosyć 64-letniego trenera. Gdy Wayne Rooney i spółka przegrywali z Niemcami 1:4 kibice zgromadzeni na trybunach zaczęli skandować nazwisko Svena-Goerana Erikssona, poprzedniego selekcjonera reprezentacji, który odchodził w ogniu krytyki.
Na Capello suchej nitki nie pozostawiają największe angielskie gazety. – Twój czas dobiega końca, Fabio – napisał “The Sun” na jednej z dziewięciu stron poświęconych spotkaniu z Niemcami. – Mundial skończył się dla nas katastrofalnie. Ośmieszyliśmy się tak, jak nigdy wcześniej. Capello musi wziąć odpowiedzialność na swoje barki – apelował “Daily Star”. – Z Algierią zagrali fatalnie, a z Niemcami cztery razy gorzej. Ich postawa była szokująca – denerwował się ekspert BBC, Alan Hansen.
•
Holendrzy wysyłali na mundial ładniej grające drużyny, lepszych piłkarzy, bardziej utytułowanych trenerów, ale mistrzostwa świata nie zdobyli nigdy. W RPA udaje im się jednak omijać wszystkie pułapki, które decydowały o ich klęskach. Dziś o porażce nie myśli nikt – na ich drodze do ćwierćfinału staje Słowacja.
Na kolację wszyscy schodzą ogoleni, od stołu najpierw wstaje trener, jego asystenci, lekarze, na końcu piłkarze. To tylko niektóre z zasad, które obowiązują w reprezentacji Słowacji, odkąd prowadzi ją Vladimir Weiss. – To człowiek twardego charakteru, dlatego wszyscy go słuchają – mówi słowacki dziennikarz.
Charakter holenderskich szkoleniowców ponoć najlepiej opisuje porównanie ich do Wilhelma I Orańskiego – bohatera narodowego, nazywanego niemym lub milczącym, którego historycy opisują jako władcę niezdecydowanego i wiecznie dumającego nad tym, co zrobić dalej.
Kto nie wierzy, niech przypomni sobie trenerską drogę Marco van Bastena. Jego reprezentacja w eliminacjach Euro 2008 przetestowała cały katalog współczesnej myśli taktycznej, w każdym ustawieniu udawało im się tylko zanudzać kibiców. Ciekawszy od ich popisów wydawał się nawet wyłączony telewizor.
W Austrii i Szwajcarii Van Basten zmienił ustawienie jeszcze raz, a jego drużyna w stylu przewyższającym najbardziej spektakularne osiągnięcia Barcelony zmiotła z boiska Francuzów i Włochów, odpadła w ćwierćfinale z Rosją.
Ta zasada nie dotyczyła tylko Rinusa Michelsa, który doprowadził Holendrów do wicemistrzostwa świata i mistrzostwa Europy. Berta van Marwijka trudno z nim porównywać. Wydaje się jednak, że 58-letni szkoleniowiec nauczył się, jak uniknąć problemów, które decydowały o klęskach poprzedników.
Gdybyśmy chcieli wymienić wszystkie nauki van Marwijka, prawdopodobnie w “Gazecie Wyborczej” zabrakłoby miejsca na cokolwiek innego. Najważniejsze wydaje się stworzenie systemu gry, w którym od każdej gwiazdy zależy tyle samo. Żadna nie jest faworyzowana i nie wywołuje ataków zazdrości kolegów. Przynajmniej na razie.
Stanowiący największe zagrożenie buntu członek “Fantastycznej Czwórki” Arjen Robben zagrał w RPA dopiero 17 minut, w poniedziałek znów ma zacząć na ławce. W eliminacjach współpracował jednak z van der Vaartem, Sneijderem i van Persie’em bez zarzutu.
Dla zrównoważenia zatracających się w ataku piłkarskich czarodziei selekcjoner ustawił za nimi dwóch defensywnych pomocników.
Z taką taktyką Holandia bez straty punktu przefrunęła przez eliminacje i pierwszą fazę mundialu. Nie grała z zespołem światowej czołówki, najwyżej zwyciężała wyższą klasę średnią.
O spokoju trener może jednak pomarzyć. Dogania go holenderska dusza, którą najkrócej opisał były trener młodzieżówki Foppe de Haan. – Zwycięstwa nie są najważniejsze. Najważniejsze to grać dobrze.
W Holandii na grę reprezentacji wciąż się narzeka, zarzuca zbyt defensywny styl i formę, która nie gwarantuje sukcesu na MŚ.
- Jesteśmy Holandią. Dlaczego nie rzuciliśmy się na nich od pierwszej minuty? Piłkarze twierdzą, że zagrali dobrze, bo rywale nie stworzyli sobie szansy. Przecież oni wystawili jednego napastnika, a u nas za obronę odpowiada sześciu ludzi – mówił po meczu z Japonią Wim van Hanegem, były reprezentant.
- Rywale nie byli najmocniejsi, ale stworzyli kilka szans. Popatrzcie na rzuty rożne. Oni mieli sześć, my – jeden. To coś oznacza – twierdził po spotkaniu z Kamerunem Johan Cruyff.
Van Marwijk stracił cierpliwość, gdy dziennikarze zaczęli wpychać mu do pierwszej jedenastki Eljero Elię, młodego skrzydłowego Hamburga. – Przecież jeszcze niedawno chcieliście “Fantastycznej Czwórki”. Teraz mam zdjąć van der Vaarta i wstawić Elię. Jak to pogodzić? – pyta van Marwijk.
Takich absurdów pełna jest historia holenderskiej reprezentacji, na razie van Marwijk wszystkie pułapki omija, nie stara się zadowolić wszystkich, tylko sprawić, by zespół wygrywał. Kolejna mina czeka na niego już dziś.
W 1976 r. holenderscy wicemistrzowie świata jechali na Euro do Jugosławii po zwycięstwo. W turnieju brały udział cztery zespoły, w półfinale zespół George’a Knobela trafił na Czechosłowację, w drugim Niemcy grały z gospodarzami. – Mój zespół jechał na turniej, myśląc tylko o Niemcach i rewanżu za finał MŚ z 1974 r. Próbowałem coś z tym zrobić, ale to już nie były dzieci, tylko faceci dobiegający trzydziestki. Co poradzę na to, że arogancja jest jedną z cech naszego charakteru? – mówi holenderski trener. Jego drużyna po dogrywce przegrała 1:3.
W RPA Holendrzy w drodze do finału zagrają z najwyżej jedną reprezentacją z pierwszej dziesiątki rankingu FIFA. W ćwierćfinale mogą wpaść na Brazylię. Na razie zapewniają, że myślą tylko o Słowacji.
•
Mecze Niemiec z Anglią oraz Hiszpanii z Portugalią powinny być najciekawszymi wydarzeniami 1/8 finału piłkarskich mistrzostw świata w RPA. W piątek uczestnicy mundialu zakończyli fazę grupową turnieju.
W pierwszej fazie zanotowano dwie sensacje. Z mundialem pożegnali się aktualni mistrzowie i wicemistrzowie świata – Włosi i Francuzi. Pozostali “wielcy” grają dalej, ale kilku z nich trafiło na siebie w 1/8 finału.
27 czerwca Niemcy zagrają w Bloemfontein z Anglią. Oba zespoły dopiero w ostatniej kolejce fazy grupowej zapewniły sobie awans. Teoretycznie lepsze wrażenie sprawiają na razie Niemcy, ale “Synowie Albionu” (tylko jedno zwycięstwo w grupie) pocieszają się, że prawdziwy turniej zaczyna się dopiero teraz.
Dwa dni później mistrz Europy Hiszpania spotka się w Kapsztadzie z Portugalią. David Villa i koledzy przegrali swój pierwszy mecz w grupie H (0:1 ze Szwajcarią), a później zanotowali dwa zwycięstwa (2:0 z Hondurasem, 2:1 z Chile).
Z kolei Portugalczycy nie stracili w grupie żadnej bramki, choć tak naprawdę wciąż trudno ocenić ich formę. Wprawdzie rozgromili słabą Koreę Północną 7:0, ale nie zachwycili w bezbramkowych meczach z Wybrzeżem Kości Słoniowej i Brazylią. W piątkowym spotkaniu z Canarinhos grali bardzo defensywnie (selekcjoner wystawił sześciu obrońców), zupełnie nie przypominając drużyny znanej z efektownego stylu.
W 1/8 finału MŚ wystąpi aż pięć drużyn z Ameryki Południowej (czyli wszystkie, które wystartowały w turnieju). Oprócz Brazylii – Argentyna, Paragwaj, Urugwaj i Chile.
Świetnie w RPA spisują się również zespoły z Azji, które na dodatek nie są bez szans w meczach kolejnej fazy. Korea Południowa trafiła bowiem na Urugwaj, a Japonia na Paragwaj.
Pary 1/8 finału:
26 czerwca, sobota
Port Elizabeth: Urugwaj – Korea Południowa (16.00)
Rustenburg: USA – Ghana (20.30)
27 czerwca, niedziela
Bloemfontein: Niemcy – Anglia (16.00)
Johannesburg: Argentyna – Meksyk (20.30)
28 czerwca, poniedziałek
Durban: Holandia – Słowacja (16.00)
Johannesburg: Brazylia – Chile (20.30)
29 czerwca, wtorek
Pretoria: Paragwaj – Japonia (16.00)
Kapsztad: Hiszpania – Portugalia (20.30)
•
- Wygrana nad Chile doda nam przed meczem o ćwierćfinał więcej pewności siebie – powiedział trener Hiszpanii Vicente del Bosque. Hiszpania pokonała Chile 2:1 i w 1/8 finału zagra z Portugalią.
Selekcjoner reprezentacji Hiszpanii był na pomeczowej konferencji prasowej bardzo zadowolony. – Wygrana nad Chile doda nam przed meczem o ćwierćfinał więcej pewności siebie. Porażka w pierwszym meczu ze Szwajcarią zaburzyła równowagę w drużynie – mówił po meczu del Bosque.
- Kontrolowaliśmy grę w pierwszej połowie, ale bramka stracona na początku drugiej trochę skomplikowała nam sytuację. Gdy zaczęliśmy utrzymywać wynik, rywal nie zagroził nam nawet przez chwilę – dodał trener.
Del Bosque zapytany o to, czy cieszy się, że jego reprezentacja o ćwierćfinał będzie się bić z Portugalią, a nie Brazylią odpowiedział: – Nie uspokaja mnie to ani trochę. Portugalczycy to także fantastyczna drużyna.
•
Piłkarze Wybrzeża Kości Słoniowej mają tylko teoretyczne szanse na awans do 1/8 finału mistrzostw świata. Muszą w piątek (godz. 16.00) bardzo wysoko pokonać Koreę Północną i liczyć na wyraźne zwycięstwo Brazylii nad Portugalią.
Wybrzeże Kości Słoniowej gra na mundialu dopiero po raz drugi w historii i drugi raz nie miało szczęścia w losowaniu trafiając do “grupy śmierci”. Cztery lata temu piłkarze z “Czarnego Lądu” w pierwszej rundzie musieli zmierzyć się z Argentyną i Holandią i nie zdołali awansować do dalszych gier.
Tym razem na drodze do fazy pucharowej stanęli im Brazylijczycy i Portugalczycy. Z zespołem z Półwyspu Iberyjskiego bezbramkowo zremisowali, ale Canarinhos ulegli 1:3.
Z tego, że awansować do 1/8 mundialu będzie więcej niż trudno piłkarze Wybrzeża Kości Słoniowej doskonale zdają sobie sprawę. – Jeśli tego dokonamy to będzie prawdziwy cud – powiedział obrońca Arthur Boka. Po chwili dodał jednak: ale skoro Portugalia potrafiła pokonać Koreę 7:0 to dlaczego my mielibyśmy nie zrobić tego samego?
By znaleźć się w fazie pucharowej “Słonie” nie tylko muszą wygrać z Azjatami i liczyć na porażkę zespołu Carlosa Queiroza z Brazylią, ale także musi zostać zniwelowana aż dziewięciobramkowa różnica między nimi a Portugalią.
Dla Koreańczyków ten mecz ma znaczenie wyłącznie honorowe. Dla piłkarzy Kim Jong-huna trudno jednak o większą motywację. Ich klęska w poprzednim meczu była transmitowana na żywo w całym kraju rządzonym przez Kim Dzong-Ila.
Korea Płn. – Wybrzeże Kości Słoniowej (grupa G)
piątek, 25 czerwca, godz. 16.00
•
Podczas gdy europejskie i latynoskie gwiazdy niemal codziennie narzekają na nieprzewidywalną piłkę Jabulani, najtrudniejszą dla strzelców piłkę w historii najwyraźniej rozszyfrowali Azjaci. We wtorek dwa gole po rzutach wolnych strzeliła Korea Płd., a w czwartek powtórzyła to Japonia w meczu z Danią. Azjatyccy piłkarze spędzali ostatnio dodatkowe godziny treningów ćwicząc strzały Jabulani. – Ćwiczyliśmy nieco lżejsze uderzenia – zdradza koreański trener.
W dwóch pierwszych rundach rozgrywek grupowych na mundialu w RPA groźnych strzałów z dystansu, a zwłaszcza z rzutów wolnych, niemal nie było. O strzałach z rzutów wolnych mówiono nawet, że bardziej niż dla bramkarzy są groźne dla kibiców siedzących za bramką. Nawet mistrz wolnych Cristiano Ronaldo nie potrafił oddać w RPA dobrego strzału.
Ale w decydującej o awansie rundzie spotkań piłkarze Korei Płd. i Japonii najważniejsze gole – i to piękne – strzelali po stałych fragmentach gry.
Piłka Jabulani przed turniejem budziła duże kontrowersje. – Jest straszna, przerażająca. Jak kupiona w supermarkecie – mówił brazylijski bramkarz Julio Cesar.
Tradycyjne narzekania bramkarzy wspierali zawodnicy z pola, którzy twierdzili, że piłka przy każdym podaniu i strzale zachowuje się inaczej. Po pierwszej rundzie angielski obrońca Jaime Carragher sugerował, że piłka faworyzuje Niemców i dzielił się spostrzeżeniami: – Większość dośrodkowań jest niedokładna, piłka spada za daleko. Czasem nie sposób przewidzieć, gdzie poleci, kiedy kopniesz ją do kolegi.
Dyskusje przycichły, kiedy w drugiej rundzie padło więcej goli – Portugalia rozbiła Koreę Płn. 7:0, Argentyna wygrała 4:1 z Koreą Płd. Ale nawet po obfitujących w gole meczach Argentyny jej trener Diego Maradona narzekał na piłkę.
Trzeba uderzać lżej?
We wtorek Korea Płd. odniosła zwycięski remis 2:2 w spotkaniu z Nigerią – obie bramki padły po podobnych zagraniach. Koreańczycy wykonywali rzuty wolne z lewej strony bramki Vincenta Enyeamy – za pierwszym razem dośrodkowanie na dalszy słupek wykorzystał Lee Jung-Soo, a w drugiej połowie, z podobnego miejsca, bezpośrednio do bramki trafił Park Chu-Young.
- Często ćwiczyliśmy wykonywanie rzutów wolnych z tej pozycji, a Park Chu-Young był jednym z tych zawodników, których wyznaczyliśmy do tego typu zagrań – tłumaczył po meczu trener Korei Płd. Huh Jung-Moo.
Bramka Parka była pierwszą strzeloną bezpośrednio z rzutu wolnego w całym turnieju. Wcześniej, w meczu Nigerii z Grecją, piłka wpadła do bramki po zagraniu z wolnego Kalu Uche, ale były gracz Wisły Kraków raczej dośrodkowywał w pole karne. Gol padł dlatego, że bramkarz rzucił się w drugą stronę czekając na strzał Nigeryjczyka, który jednak nie doszedł do piłki.
Koreańska specjalność
Koreańczycy przyznawali, że chyba rozszyfrowali tajemnicę Jabulani i potrafili tą wiedzę zastosować w praktyce. Na trenowaniu strzałów Jabulani spędzili dodatkowe godziny na treningach: – W porównaniu do innych piłek, jeśli kopniesz Jabulani za mocno, to w 80-90 proc. przypadków wzniesie się ona za wysoko. Dlatego ćwiczyliśmy nieco lżejsze uderzenia i myślę, że dobrze przystosowaliśmy się do tej piłki – dodał trener Korei Płd.
W meczu z Nigerią umiejętność wykonywania rzutów wolnych okazała się kluczowa, bo piłkarze z Afryki często bezmyślnie faulowali rywali w okolicach pola karnego. Tymczasem Koreańczycy już w pierwszym meczu z Grecją pokazali, że stałe fragmenty gry to ich silna strona. Gola na 1:0 strzelili wówczas po dośrodkowaniu – też z lewej strony, choć z narożnika boiska – na dalszy słupek.
To wypracowane zagranie Koreańczyków – i z Grecją, i z Nigerią dośrodkowywał Ki Sung-Yong, a do bramki trafiał Lee Jung-Soo.
To, co zapoczątkowali Koreańczycy, kontynuowali w czwartek Japończycy. W decydującym o awansie meczu z Danią piłkarze z Azji już w pierwszej połowie dwukrotnie pokonali bramkarza Thomasa Sorensena z rzutów wolnych. Pięknymi strzałami popisali się Keisuke Honda i Yusuhito Endo.
Japończycy mogli strzelić więcej
Przy pierwszej bramce Japończyków – tej z 17. minuty – Sorensen popełnił błąd, choć z drugiej strony mógł być zaskoczony trajektorią lotu Jabulani. Po strzale Hondy piłka lekko skręcała w prawo, ale po minięciu duńskiego muru odchyliła się w lewo. Bramkarz już jej nie sięgnął.
Przy uderzeniu Endo z 30. minuty Sorensen nie miał już szans. Japończyk strzelał z miejsca na wysokości środka duńskiej bramki i przymierzył precyzyjnie – tuż przy prawym słupku.
W drugiej połowie Endo mógł strzelić jeszcze jednego gola z rzutu wolnego, ale tym razem Sorensen zdołał musnąć piłkę. Jabulani trafiła w słupek.
Korea Płd. i Japonia w sześciu meczach strzeliły dziewięć goli, z czego pięć po stałych fragmentach gry. W 1/8 finału Azjaci spotkają się z drużynami z Ameryki Południowej – Korea Płd. zagra z Urugwajem, a Japonia z Paragwajem.
•
To był ciężki mecz z psychologicznego punktu widzenia. Brakowało nam dokładności w ofensywie, ale nie mogę o to winić młodych zawodników – mówił po zwycięstwie nad Ghaną trener reprezentacji Niemiec Joachim Loew.
Milovan Rajevac (trener reprezentacji Ghany): Wiedzieliśmy, że to będzie ciężki mecz. Trudno gra się ostatnie spotkanie w grupie, na dodatek decydujące o awansie, gdy rywalem są Niemcy. Zagraliśmy całkiem dobrze, stworzyliśmy kilka sytuacji. Rywale musieli wygrać i pokazali, że są jedną z najlepszych drużyn świata. Nie mamy czasu na świętowanie awansu, skupiamy się już na meczu z USA.
Joachim Loew (trener reprezentacji Niemiec): To był ciężki mecz z psychologicznego punktu widzenia. Brakowało nam dokładności w ofensywie, ale nie mogę o to winić młodych zawodników. Graliśmy pod dużą presją, musieliśmy wygrać. Cieszę się, że zrealizowaliśmy swój cel. Teraz czekamy na Anglię w 1/8 finału.
Philip Lahm (obrońca reprezentacji Niemiec): Mieliśmy trochę szczęścia. Presja była ogromna, ale udało nam się ją opanować. Był to dla nas szczególny mecz, chcieliśmy bardzo awansować do najlepszej szesnastki turnieju. I udało nam się. Mecz z Anglią to klasyk, już się na niego cieszymy, ale wiemy, że każdy z nas musi dać z siebie więcej.
Andre Ayew (pomocnik reprezentacji Ghany): Walczyliśmy do końca, ale do zwycięstwa to było za mało. Na szczęście wystarczyło to, by awansować do 1/8. Mieliśmy wiele okazji do zdobycia bramki, ale co ważne gramy dalej.
•
Landon Donovan w doliczonym czasie gry pokonał Raisa M’Bolhiego i utonął w ramionach kolegów. Pomocnik Los Angeles Galaxy zapewnił swojej drużynie zwycięstwo 1:0 i awans do 1/8 finału – odpadły z grupy C Algieria i Słowenia
Algieria pierwsza mogła prowadzić. W szóstej minucie po błędzie Steve’a Cherundolo napastnik
AEK Ateny Rafik Djebbour był w sytuacji sam na sam z bramkarzem USA, ale uderzył w poprzeczkę. Po tej akcji już niemal non-stop atakowali faworyzowani Amerykanie, a Algierczycy ograniczali się do gry z kontry, z marnym skutkiem.
Reprezentanci Stanów Zjednoczonych dominowali na boisku powinni prowadzić po pierwszej połowie różnicą paru bramek. W 17 minucie z przewrotki uderzał Herculez Gomez, ale ponad poprzeczką. Jeszcze lepszą okazję podopieczni Boba Bradleya zmarnowali chwilę później. Gomez znalazł się tuż przed sam przed Raisem M’Bolhim, uderzył z całej siły, ale prosto w bramkarza. W tej samej akcji piłkę do bramki wbił Clint Dempsey, ale sędzia odgwizdał pozycję spaloną.
W toczonym równolegle drugim meczu tej grupy Anglia objęła prowadzenie ze Słowenią. Taki wynik oznaczał, że remis w meczu USA – Algieria wyeliminuje z turnieju obie drużyny. Być może ten fakt sparaliżował zawodników. Mimo kolejnych okazji nie byli w stanie trafić do siatki. Pod koniec pierwszej połowy mecz się wyrównał, ale wciąż lepsze sytuacje stwarzali Amerykanie. M.in. Jozy Altidore spudłował z pięciu metrów, marnując kolejną stuprocentową okazję dla swojego zespołu.
Na drugą połowę nie wyszedł nieskuteczny Gomez, ale nie zmieniło to postawy jego kolegów pod bramką rywali. W 57 minucie koszmarny błąd popełnił jeden z obrońców Algierii wybijając piłkę wprost pod nogi nadbiegającego Dempseya. Ten nie skorzystał jednak z prezentu – trafił w słupek. Siedem minut później w pole karne rywali wbiegł Benny Feilhaber, strzelił celnie ale na posterunku był dobrze broniący golkiper zespołu z Afryki. Wszystko zmieniło się dopiero w doliczonym czasie gry, kiedy kontrę Amerykanów wykończył Landon Donovan. Gdy strzelał, mecz Anglia – Słowenia już się zakończył i gracze USA mogli zacząć się cieszyć.
Algieria jest pierwszą drużyną która zakończyła udział w mundialu bez strzelonej bramki. Prócz nich bramki nie zdobył jeszcze tylko Honduras, ale ma przed sobą jeszcze jeden mecz.