Odbierz BONUS na ZAKŁADY 20 zł (za wpłatę 59 zł)
- Sportingbet Bukmacher Online
- Wysokie kursy
- Brak podatku od wygranych
- Bonus do 600 PLN na start
•
Anglicy po bramce Jermaine’a Defoe pokonali 1:0 Słowenię i zapewnili sobie awans do 1/8 finału. Słoweńcy odpadają, bo bramkę w doliczonym czasie gry dla USA w meczu z Algierią strzelił Donovan.
Gdy sędzia zakończył gwizdkiem mecz, Słoweńcy mimo porażki byli jeszcze w 1/8 finału, bo w meczu USA – Algieria cały czas utrzymywał się remis 0:0. Dosłownie 5-7 sekund później, w 92. minucie bramkę dla USA w meczu z Algierią zdobył London Donovan i wyrzucił Słowenię z turnieju, a Anglików zepchnął na drugie miejsce w grupie.
W meczowym składzie trener Fabio Capello dokonał trzech zmian – do jedenastki wrócił James Millner, w ataku Emila Heskey’a zastąpił Jermaine Defoe, a na środku obrony szansę dostał Upson. Już od pierwszych minut było widać, że są to zmiany trafione. Millner robił dużo “wiatru” na skrzydłach, kręcił obrońcami Słowenii jak chciał i tylko swoich napastników mógł winić za to, że bramka padła dopiero w 23 minucie.
Barry dograł piłke na prawe skrzydło, Millner precyzyjnie dośrodkował na piąty metr, a do piłki dopadł Defoe, dołożył tylko nogę i pokonał Handanovicia.
Trzy minuty później Anglicy mogli prowadzić już 2:0, ale fantastyczną okazję zmarnował Frank Lampard. Strzał pomocnika Chelsea przeleciał wysoko nad poprzeczką słoweńskiej bramki.
Pod angielską bramką gorąco zrobiło się w 42 minucie. Z rzutu wolnego uderzał Birsa, James wypiąstkował piłkę, ale ta poleciała ponad nim. Do piłki dopadł Ljubijankić, chciał oddać strzał, ale sędzia przerwał akcję.
Tuż po zmianie stron Anglicy znów mieli wyśmienitą okazję. Strzelał Rooney, ale fantastycznie obronił Handanović. Napastnik Manchesteru United co i rusz atakował bramkę Słowenii, ale za każdym razem czegoś brakowało. W 58. minucie Rooney dostał doskonałe prostopadłe podanie od Lamparda, wyszedł sam na sam z Handanoviciem, strzelił obok bramkarza, ale piłka trafiła tylko w słupek. W 72. minucie Capello zmienił niemogącego się przełamać Rooney’a, w jego miejsce wszedł Joe Cole.
Anglicy kontrolowali mecz w drugiej połowie. Nie pozwalali Słoweńcom na groźne ataki, sami często zagrażali Handanoviciovi, ale słoweński bramkarz bronił jak natchniony.
W ostatnich minutach Słoweńcy rzucili się do ostatniej szarży, zaatakowali odważniej, ale przebić się przez angielski mur nie byli w stanie. Anglicy w końcówce grali mądrze, długo utrzymywali się przy piłce, grali na czas.
•
Arabowie są zachwyceni remisem Algierii z Anglią. Teraz mają nadzieję, że piłkarze z północnej Afryki pokonają w ostatnim meczu w grupie USA. – Chcemy pokonać Stany Zjednoczone. Jeśli nie możemy politycznie ani ekonomicznie, to przynajmniej możemy wygrać w piłkę nożną – powiedział libijski komentator sportowy Mohamed Barakat.
Algieria sprawiła wielką sensację, zdobywając w meczu z Anglią swój pierwszy punkt i wciąż ma szansę na awans do 1/8 finału. W ostatnim meczu zagra w środę z USA w Pretorii. Spotkanie budzi wielkie emocje wśród Arabów, jednak nie ze względu na samą piłkę nożną, ale na okazję do pokonania Stanów Zjednoczonych. Światowe mocarstwo jest znienawidzone w świecie arabskim od lat, a eskalacja negatywnych emocji nastąpiła po ostatniej interwencji w Iraku.
- Chcemy pokonać Stany Zjednoczone. Jeśli nie możemy politycznie ani ekonomicznie, to przynajmniej możemy wygrać w piłkę możną – powiedział libijski komentator sportowy Mohamed Barakat.
Cały arabski świat za Algierią, nawet Egipt
W wielu państwach wsparcie dla afrykańskiej drużyny jest powszechnie okazywane. Po meczu z Anglią algierskie flagi powiewały na wielu ulicach stolicy Sudanu Chartumie. Gazety w Libanie piszą o zażenowaniu reprezentacji Anglii przez Algierczyków. Na portalu społecznościowym Facebook powstają grupy łączące osoby wspierające algierską kadrę. Masowo przystępują do nie Arabowie i osoby wyznania muzułmańskiego.
Z Algierią sympatyzują nawet Egipcjanie, którzy zostali pozbawieni przez nich miejsca na mundialu. Decydujący mecz między oboma państwami był wyjątkowo brutalny – wywołał nawet kryzys dyplomatyczny na linii Kair – Algier.
- Chcę, żeby Algieria wygrała, bo to jedyne arabskie państwo na mundialu – mówi egipski taksówkarz Mahmoud Bassiyouny.
Według Sudańczyka Samira Eltayeba, to spotkanie to coś więcej nie sport. – W meczu z Anglią chodzi o futbol, w meczu z Ameryką chodzi o coś więcej. Zwycięstwo Algierii z USA będzie czymś wielkim dla każdego Araba na świecie, nawet dla Egipcjanina – tłumaczy.
•
Francja – RPA 1:2. Pogrążeni w zawstydzających kłótniach Francuzi w meczu przeciw RPA mieli zagrać nowym składem, bez piłkarzy zaangażowanych w bunt przeciw trenerowi. Zagrali, ale nic to nie dało. RPA upokorzyła wicemistrzów świata, którzy kończyli mecz w “dziesiątkę”. Mimo zwycięstwa RPA, jako pierwszy gospodarz w historii, kończy MŚ w rundzie grupowej.
Nazywający trenera “sk…” Nicolas Anelka, który został wyrzucony z drużyny, jego przyjaciel i kapitan zespołu Patrice Evra i Sidney Govou nie zagrali w tym meczu ani minuty. Thierry Henry i Florent Malouda weszli na boisko w drugiej połowie, bo Raymond Domenech nie miał innych piłkarzy. Francji to niewiele pomogło, bo była tak samo bezradna i chaotyczna jak we wcześniejszych meczach. Do zwycięstwa miał ją poprowadzić Yoann Gourcuff, ale gwiazda Bordeaux, nazywana następcą Zinedine’a Zidana, doprowadziła Francję do katastrofy.
W 27. minucie Gourcuff w walce o piłkę zaatakował rywala łokciem. Sędzia z Ekwadoru nie zastanawiał się czy wyrzucić Francuza z boiska, choć telewizyjne powtórki pokazały, że starcie nie było tak brutalne, jak się początkowo wydawało. W dziesiątkę Francuzi stracili jakiekolwiek szanse na zwycięstwo, a tylko wygrana dawała im cień szansy na awans.
Zresztą gdy Gourcuff oglądał czerwoną kartkę wicemistrzowie świata już przegrywali. W 20. minucie Bonghani Khumalo wyskoczył najwyżej we w francuskim polu karnym do dośrodkowania z rzutu rożnego. Bramkarz Hugo Lloris nie sięgnął piłki, a piłkarz z RPA mimo asysty obrońcy wbił ją do siatki. W 37. minucie było już 2:0. Piłkarze z RPA ośmieszyli obronę Francji a Kathlego Mphela strzelił gola do pustej bramki.
Piłkarze z RPA wiedzieli, że muszą ten mecz wysoko wygrać, by liczyć na awans i atakowali z animuszem. A chaotyczna Francuska obrona nie stanowiła dla nich przeszkody. W pierwszej połowie wicemistrzowie świata byli w ataku zupełnie bezradni. Djibril Cisse, który zastąpił w pierwszej jedenastce Anelkę, poza bieganiem wniósł niewiele.
W 70. minucie Francja zdobyła bramkę, pierwszą na tym mundialu. Franck Ribery uciekł obrońcom i z prawej strony pola karnego podał wprost na nogę Maloudy, który mocnym strzałem pokonał bramkarza RPA. Dzięki wprowadzonym w drugiej połowie piłkarzom – Henry’emu i Maloudzie – akcje ofensywne Francji trochę się rozruszały. Oba zespoły atakowały na zmianę. Gospodarze jednak stracili zapał, bo gol Maloudy w praktyce zamknął im drogę do 1/8 finału.
RPA mimo zwycięstwa żegna się z turniejem. Trzy gole stracone w meczu z Urugwajem sprawiły, że wygrana z wicemistrzami świata nie pozwoliła gospodarzom turnieju wyprzedzić Meksyku. Z kolei Raymond Domenech meczem z RPA kończy pracę z reprezentacją Francji. Przejął ją po nieudanym Euro 2004, gdy Francja odpadła w ćwierćfinale. Teraz Laurent Blanc przejmie ją w jeszcze gorszym momencie.
•
Czy Urugwajczycy będą przeć do zwycięstwa za wszelką cenę? Jak bardzo będą chcieli wygrać Meksykanie? Takie pytania przed wtorkowym meczem padają, bo na wielkich turniejach bywało różnie
Wątpliwości nikt by nie zgłaszał, gdyby nie szczególne okoliczności. Skoro remis gwarantuje awans do 1/8 finału i jednym, i drugim, a przegranemu zagraża RPA bądź Francja, to po co nadmiernie ryzykować?
Historia uczy, by pewności co do zamiarów piłkarzy nie mieć.
Wokół tego, co się stało na Euro 2004, do dziś trwają spory. Wtedy Szwedzi oraz Duńczycy, wychodząc na ostatni mecz fazy grupowej, zdawali sobie sprawę, że remis 2:2 premiuje obie strony, wyrzucając z turnieju Italię. I Skandynawowie idealny wynik wybiegali, choć dni poprzedzające spotkanie spędzili na przysięganiu, że za zwycięstwo oddadzą na boisku życie, a gol na 2:2 padł dopiero w 89. minucie. Sprawiali wrażenie wręcz zdumionych, iż ktoś otwarcie pyta, czy zamierzają oszukiwać.
Włosi przyjęli wyrok ze zrozumieniem, moralnych uniesień nie było.
To nie w ich stylu, oni zdradę ideałów widzieliby w niewykorzystaniu każdego dostępnego sposobu, by zwyciężyć. Z rozmów z włoskimi dziennikarzami wynikało, że wielu za grę całkiem serio odpłaciłoby Szwedom i Duńczykom autentyczną pogardą.
Skandynawowie umówili się przed meczem? Walczyli na poważnie całe 90 minut? Doszli do porozumienia w końcówce, gdy wynik im odpowiadał, a następny gol mógł kogoś skrzywdzić?
W 1982 roku – już na mundialu – nikt pytań nie stawiał. Każdy widz meczu Niemców z Austriakami rozumiał, że ogląda walkę symulowaną. Zwycięstwo pierwszych 1:0 pozwalało usunąć z mistrzostw Algierię, więc Horst Hrubesch natychmiast odbębnił bramkową formalność. Od tej pory piłkarze uprawiali już grę pozorów. Przesuwali się w tempie spacerowym, jakby chcieli światu wykrzyczeć, że frazesy o czystej grze mają w głębokim poważaniu. To wtedy FIFA postanowiła wyznaczać spotkania ostatniej kolejki grupowej na tę samą godzinę, by choć częściowo zapobiec skandalom.
Nawet na tegorocznym Pucharze Narodów Afryki federacja Mali złożyła oficjalny protest przeciw postawie Algierii oraz Angoli. Bezbramkowy remis premiował ich właśnie kosztem Mali, więc działacze uznali wynik za ustawiony. Śledztwa nie wszczęto, trener Rabah Saadane tłumaczył, iż ustalił tylko z piłkarzami jasne reguły – nacieramy, ale w umówionym momencie zwalniamy i zadowalamy się minimum.
Jak zareagują Urugwajczycy i Meksykanie? Mecz może mieć osobliwy przebieg, bowiem piłkarze nie muszą wcale wyrzekać się sportowej postawy, by przeć po wygraną z mniejszym żarem niż zazwyczaj. Zwłaszcza w końcówce, gdy przemknie im przez głowę myśl, iż kolejne zbyt śmiałe natarcie grozi śmiercionośnym kontratakiem.
Na razie zareagowali bukmacherzy. Za remis płacą mniej, niż oferowali za remis w każdym dotychczasowym meczu MŚ.
FIFA też uznała za stosowne interweniować. Przypomina, że od wielu lat odwołuje się do fair play jako fundamentalnej wartości, zatem wyraża nadzieję, iż wszyscy uczestnicy mundialu będą grali czysto.
Selekcjonerzy niechętnie podejmują temat.
Oscar Tabarez, trener Urugwaju: – Nie damy się złapać w pułapkę spekulowania i teoretyzowania. Podejdziemy do meczu tak, jakby decydował o naszym losie.
Javier Aguirre, trener Meksyku: – Chcemy przede wszystkim być pewni awansu do drugiej rundy. Mam nadzieję, że drużyna będzie silna i solidna jak w meczu z Francją.
Patrice Evra, kapitan tej ostatniej drużyny, której zależy, by nie padł remis: – Wybaczcie, ale w cuda nie wierzę.
Sytuację komplikują niuanse odbierające jej jednoznaczność. Zwycięzca niemal na pewno w 1/8 finału nie wpadnie na rozpędzonych Argentyńczyków, którzy jak dotąd oddają salwę za salwą – najczęściej uderzają na bramkę, najrzadziej oddają piłkę. Zamiast nich zmierzy się z Grecją, Koreą Płd. bądź – mniej realny wariant – Nigerią.
Urugwajczycy i Meksykanie poczuli szansę, by pozbyć się reputacji krajów futbolowo kwitnących, lecz przeżywających notoryczne rozczarowania reprezentacyjne. Pierwsi byli mocarstwem przed i po wojnie, by w minionych 20 latach awansować na MŚ ledwie raz. Drudzy mocarstwem nie byli nigdy, choć mundial organizowali aż dwukrotnie, krajową ligę oglądają pasjami (nawet stutysięczne frekwencje na trybunach), hojnie opłacają lokalne gwiazdy.
Ostatnio te gwiazdy wreszcie próbują rozbłysnąć w Europie, a jedna z nich – Carlos Vela z Arsenalu – nie zagra we wtorek z powodu urazu mięśniowego. To przede wszystkim Meksykanie mają jednak interes, by atakować, ponieważ wobec słabszego stosunku bramkowego remisem skażą się na pozycję wicelidera. I starcie z Argentyną.
Oni też nasłuchali się niegdyś, że postępują nie fair. W meczu z Włochami w 2002 r. wytracali czas leniwym, jałowym wymienianiem podań, w czym rywale niespecjalnie im przeszkadzali, bo również zadowalał ich remis.
Czy jednak obie strony najpierw spiskowały? By mecz toczył się w letniej temperaturze, nie potrzeba łamania reguł. Piłkarze, którym remis daje sukces, nigdy nie grają z ryzykancką beztroską. Tak jak w większości meczów obejmujący prowadzenie zaczynają poświęcać więcej uwagi defensywie.
Meksykanie oraz Urugwajczycy w pewnym sensie objęli prowadzenie, gdy wygrywali z Francją oraz RPA. Dlatego we wtorek pół świata – zdemoralizowanego, skażonego ciągłymi doniesieniami o boiskach umoczonych w szwindlu – będzie łypać podejrzliwie na każde ich kopnięcie i zastanawiać się, czy negocjacje odbywają się także w trakcie gry, skoro po murawie biegają wyłącznie osobnicy hiszpańskojęzyczni.
•
W drugim meczu na mundialu w RPA Hiszpanie pokonali Honduras 2:0. Oba gole zdobył król strzelców Euro 2008 – David Villa. Mógł ustrzelić nawet hat-tricka, ale w 61 minucie spudłował z rzutu karnego. Trzy punkty zainkasowane w tym meczu nie dają jeszcze Hiszpanii awansu do fazy pucharowej.
Hiszpanie, po porażce w pierwszy meczu ze Szwajcarią 0:1, musieli ten mecz wygrać. Vicente del Bosque zdecydował się na bardziej ofensywną taktykę, która przewidywała miejsce na boisku dla dwóch napastników. U boku Davida Villi od początku meczu zagrał Fernando Torres.
Hiszpanie natarli więc na Honduras od pierwszego gwizdka. W trzeciej minucie w zamieszaniu podbramkowym w ostatniej chwili obrońcy wybili piłkę, w czwartej Torres oddał swój pierwszy, zbyt jednak lekki strzał, a już w szóstej Villa uderzył potężnie z dystansu, ale tylko w poprzeczkę.
Kolejne dziesięć minut Hiszpanie rozpoczęli równie mocno. Sergio Ramos z pięciu metrów przeniósł piłkę nad bramką. W jego ślady w 14 minucie poszedł Villa, tym razem strzelając tuż obok słupka. W ferworze działań ofensywnych mistrzowie Europy na chwilę zapomnieli o obronie i gdyby nie Casillas, który uprzedził napastnika Hondurasu, bylibyśmy w 16 minucie świadkami kolejnej na tych mistrzostwach sensacji.
Honduras pękł w 17 minucie:
Minutę po szansie dla Hondurasu Villa zdecydował się na trzecią próbę w tym meczu. Tym razem już się nie pomylił. Ograł w polu karnym trzech obrońców i pokonał Valladaresa strzałem w długi róg. 1:0 dla Hiszpanii!
Ledwie trzy minuty później Ramos po raz drugi uderzał głową z pięciu metrów i po raz drugi nie zdołał pokonać bramkarza Hondurasu. Piłkarze z Ameryki Środkowej ograniczali się w tym czasie do przeszkadzania Hiszpanom.
Ostatni kwadrans pierwszej połowy od dwóch zmarnowanych sytuacji zaczął Torres. Napastnik Liverpoolu nie potrafił pokonać Valladaresa ani głową, ani prawą nogą, a po chwili dołożył zmarnowaną sytuację sam na sam.
Hiszpanie stworzyli jeszcze kilka okazji, ale więcej bramek nie obejrzeliśmy. Właśnie brak skuteczności był największym mankamentem mistrzów Europy w pierwszej połowie.
Piorunujący początek drugiej połowy
Sześciu minut potrzebował David Villa, by zdobyć drugą bramkę w meczu. Nowy piłkarz Barcelony dostał podanie od Navasa i strzelił zza pola karnego. Piłka otarła się o nogę jednego z obrońców i wpadła do siatki nad wyciągniętymi rękami Valladaresa.
W 61 minucie Villa powinien ustrzelić hat-tricka. W polu karnym faulowany był Navas i sędzia nie miał wątpliwości – karny dla Hiszpanii. Villa strzelił centymetry obok słupka. To drugi zmarnowany karny na mistrzostwach świata w RPA – pierwszego nie wykorzystał Niemiec Lukas Podolski w meczu z Serbią.
W 66 minucie na boisku pojawił się Cesc Fabregas (zmienił Xaviego), a już minutę później piłkę po jego strzale z bramki wybił obrońca Hondurasu.
Honduras wciąż był w opałach, mimo niezbyt intensywnych ataków usatysfakcjonowanej Hiszpanii. Valladaresa nie zdołali jednak pokonać ani Ramos, ani Mata, który zmienił w 70 minucie Torresa.
Ostatni kwadrans meczu toczył się raczej w leniwej atmosferze. Honduras pogodzony z porażką całkowicie oddał rywalowi pole, Hiszpanie zaś nie kwapili się, by rezultat podwyższyć. Może poza Villą, który dążył do zdobycia trzeciego gola. Bramki jednak strzelić nie zdołał i mecz zakończył się wynikiem 2:0.
Hiszpania nadal bez awansu:
W grupie H po drugiej kolejce spotkań prowadzi z kompletem punktów Chile, które w poniedziałek pokonało 1:0 Szwajcarię. Drugie miejsce z trzema punktami na koncie zajmują Hiszpanie, wyprzedzający Szwajcarów tylko lepszym stosunkiem bramek. Ostatni, z zerowym dorobkiem, jest Honduras.
W trzeciej kolejce spotkań, na relację z której już 25 czerwca zapraszamy do Sport.pl, Hiszpania zmierzy się z Chile, a Honduras ze Szwajcarią.
•
Hiszpanie byli absolutnymi faworytami. W RPA nawet nie wylądowali, przed inauguracją mundialu wciąż unosili się nad ziemią. W poniedziałek o 20.30 walczą, by przetrzymać pierwszą rundę.
Przed dwoma laty we wspaniałym stylu zdobyli złoto mistrzostw Europy, od czterech lat wygrywali ze wszystkimi, o odosobnionej na dystansie 48 meczów wpadce – w półfinale Pucharu Konfederacji z USA – zdążyli już zapomnieć.
W grupie wpadli na rywali, z którymi nie przegrali jeszcze nigdy. Z Chile, Szwajcarią i Hondurasem nawet remisy przytrafiały im się rzadko.
Trener Vicente del Bosque miał wypełnić misję, którą już z powodzeniem wypełniał. W Realu Madryt zastał niegdyś gromadę wybitnych futbolistów, wystarczyło im nie przeszkadzać. Podołał, królewski klub zwyciężył w Lidze Mistrzów.
W reprezentacji Hiszpanii zastał ludzi, którzy wygrywają wszędzie i wręcz od niechcenia. Xavi, Iniesta, Pique, Puyol, Fabregas, Torres, Villa – wszyscy albo trofea kolekcjonują, albo otoczenie im współczuje, że ich nie kolekcjonują, bo koledzy ustępują poziomem.
Rodacy nie pytali, czy Hiszpanie osiągną na mundialu sukces. Pytali, czy osiągną go w porywającym stylu.
Twarde lądowanie zafundowali im na swoich prawach przeciętni Szwajcarzy. Zwyciężyli 1:0, zagrali według wzorców doskonale znanych z Ligi Mistrzów wirtuozom barcelońskim. Stłoczyli się przed polem karnym i w nim, zmusili faworytów do przerzucania piłki górą, a tam niskim Hiszpanom zapanować nad nią trudno. Im wyżej lata, tym oni zdają się rozpaczliwiej niepozorni.
Tamten mecz to największa dotychczas sensacja turnieju.
Tak duża, że hiszpańska federacja musiała już oficjalnie informować, iż posada trenera del Bosque pozostaje niezagrożona i niezależnie od wydarzeń mundialowych ją zachowa także w eliminacjach do Euro 2012. Co więcej, jego zwierzchnik – prezes Angel Villar Mar – na wszelki wypadek ogłosił, że odpadnięcie mistrzów Europy w pierwszej rundzie wcale nie byłoby katastrofą.
Słowem, Hiszpanie są w ciężkim szoku. Piłkarze, by się rozluźnić, pojechali całą kadrą na safari, ale po południu między słoniami i lwami wcale nie wyglądali na zrelaksowanych. Niektórzy brzmią, jakby poważnie obawiali się kompromitacji. Nie zauważają, że w środę mieli wyjątkowego pecha, bo kanonada na szwajcarską bramkę trwała od pierwszego do ostatniego gwizdka.
Mimo to del Bosque mówi, że jego piłkarze wysłali światu bardzo istotny sygnał. Ujawnili swoją słabość.
Fernando Torres obiecuje, że drużyna nie wyrzeknie się się swojego stylu gry. – To on dawał nam sukcesy, pojedyncze niepowodzenie niczego nie przekreśli – mówi. – Nie możemy zwariować i tak łatwo stracić pewności siebie po jednym meczu, musimy pozostać wierni ideałom. Jeśli pójdziemy na dno, zrobimy to w dobrym stylu – dodaje napastnik Liverpoolu.
Hiszpanie przycichli, choć w kolejnych meczach są zdecydowanymi faworytami. Dzisiejsi rywale – z Hondurasu – uprawiają futbol beztroski i upstrzony błędami, a Chilijczycy, już mocniejsi, nie umieją powstrzymać się od frontalnej ofensywy. Idą na wymianę ciosów z każdym, co piłkarzom del Bosque powinno sprzyjać. Dlatego hiszpański selekcjoner rozmyśla nad taktyką jeszcze śmielszą niż wymierzona w Szwajcarię – skupionego na obronie dryblasa Sergio Busquetsa chce wymienić w środku pola na wszechstronniejszego Ceska Fabregasa. W pierwszym meczu zaskoczył wszystkich, bo pełne 90 minut przetrzymał rozgrywającego Arsenalu na ławce rezerwowych. Skrytykował go m.in. Luis Aragones, który po złoto Euro 2008 parł zawsze z jednym defensywnym pomocnikiem.
Mistrzowie Europy walczą nie tylko o awans do kolejnej rundy. Jeśli wyjdą z grupy jako wiceliderzy – co grozi nawet w razie dwóch zwycięstw – już w 1/8 finału wpadną prawdopodobnie na Brazylię, głównego pretendenta do złota nie tylko według bukmacherów.
•
Portugalia w drugim meczu grupy G rozniosła Koreę Północną aż 7:0! Piłkarze z Azji dzielnie stawiali opór murowanym faworytom aż do początku drugiej połowy, kiedy to podopieczni Carlosa Queiroza zdobyli trzy bramki w osiem minut. To najwyższe zwycięstwo Portugalii w historii jej występów na mundialach.
Spotkanie rozpoczęło się przy padającym mocno deszczu. Lepiej z tymi warunkami radzili sobie Portugalczycy. Ich huraganowe ataki inspirowane były przez bardzo aktywnego od pierwszej minuty Cristiano Ronaldo.
Mecz rozstrzygnął się w ciągu siedmiu minut drugiej połowy. W 53. Simao Sabrosa złapał na wykroku bramkarza Ri Myong-Guka i strzelił mu między nogami do bramki. Znalazł się on “sam na sam” z golkiperem dzięki bardzo dobremu podaniu od Raula Meirelesa.
Trzy minuty później było już po meczu – Hugo Almeida wykorzystał wrzutkę Fabio Coentrao z lewego skrzydła i głową trafił do siatki rywali. Jeszcze zanim upłynęła 60. minuta meczu było już 4:0. Ronaldo uciekł lewym skrzydłem obrońcom i zagrał na piętnasty metr do wbiegającego Tiago Mendesa, który zmusił Myong-Guka do wyciągnięcia piłki z siatki po raz trzeci w ciągu ośmiu minut.
W pierwszej połowie Korea jeszcze się trzymała
Piłkarze z Azji w pierwszej części meczu prezentowali się dość solidnie wyprowadzając kilka ataków, które mogły zakończyć się zdobyciem gola – w 11 minucie z dystansu strzelił Cha-Jong-Hyok, ale piłka przeszła tuż obok słupka. Z kolei w 18 min. na bramkę uderzał Hong Jong-Yo, Eduardo odbił piłkę przed siebie, a głową dobijał Mun-In Guk, jednak nad poprzeczką.
Koreańczycy wyczuli swoja szansę i atakowali coraz odważniej. Portugalia jednak nie odpuściła i konsekwentnie grała swoje – w 28 minucie prostopadłe podanie w uliczkę Tiago skutecznie wykorzystał Meireles, który płaskim strzałem pewnie pokonał bramkarza.
Pogrom do samego końca
Druga połowa to już absolutna dominacja ekipy Queiroza. Po zdobyciu trzech bramek Portugalia kontrolowała sytuację, a swoich okazji nie wykorzystał m.in. Tiago, którego uderzenie pop poprzeczkę pewnie wybronił Myong-Guk. Koreańczycy odpowiedzieli tylko celnym strzałem Jong Tae-Se po rzucie wolnym, ale Eduardo nie dał się zaskoczyć.
W 81 rozpoczęła się egzekucja Koreańczyków. Piłkę w pole karne wrzucił Sergio Duda, Ri Kwang-Chon próbował wybijać, ale nie trafił w piłkę. Dopadł do niej Liedson i mocnym strzałem z bliska nie dał szans bramkarzowi.
Siedem minut później swoją chwilę triumfu miał w końcu Ronaldo. Wpierw dostał prostopadłą piłkę, po starciu z bramkarzem w niewiarygodny sposób zgasił sobie futbolówkę na karku, a po chwili pewnym strzałem trafił do siatki rywali. Była to pierwsza bramka piłkarza Realu w barwach narodowych od lutego 2009.
Koreę dobił w 89 minucie meczu Tiago, który strzałem głową z dośrodkowania Coentrao ustalił wynik na 7:0.
•
Choć Portugalia w pierwszym meczu mundialu zaprezentowała się słabo, każdy inny wynik niż zwycięstwo nad Koreą Północną byłby sensacją. Azjaci twierdzą jednak, że do RPA przyjechali po awans do 1/8 finału i zapowiadają zwycięstwo. Mecz w poniedziałek o 13.30.
W pierwszych meczach Portugalczycy zremisowali 1:1 z Wybrzeżem Kości Słoniowej, a Korea Północna przegrała z Brazylią 1:2. Jeśli Korea polegnie, straci szansę na wyjście z grupy.
- Nie przegrają trzech meczów. Może nie stać ich na awans do 1/8 finału, ale jakieś punkty zdobędą i utrudnią zadanie faworytom – mówił przed turniejem Park Ji-sung, kapitan Korei Południowej.
Jego przepowiednia jeszcze się nie sprawdziła, ale mecz z Brazylią udowodnił, że piłkarz Manchesteru United może mieć rację. Koreańczycy świetnie bronili i nie bali się atakować faworyzowanych rywali.
- Nie mogę zdradzić naszej strategii na Portugalię, ale chcemy awansować do fazy pucharowej. Wkrótce zdecydujemy, czy zagramy bardziej ofensywnie, czy defensywnie – mówił trener Kim Jong-hun.
By osiągnąć cel, jego drużyna musi dzisiaj pokonać Portugalię. Lepszej okazji nie będzie, bo zespół Carlosa Queiroza w meczu z WKS zaprezentował się słabiutko. Wydawał się niezdolny do rozegrania akcji ofensywnej złożonej z kilku podań. Nie przegrał głównie dlatego, że lider rywali Didier Drogba nie był w pełni sił. – Trener kazał mi grać na prawym skrzydle. Nigdy tego nie robiłem. Złym pomysłem były też próby przedostania się pod pole karne rywali długimi podaniami – krytykował taktykę Deco. Selekcjoner odpowiedział, że wszyscy popełniają błędy, ale zaprzeczył, jakoby atmosfera w reprezentacji po meczu z WKS wyrżnęła o podłogę. “Pomyśl, zaryzykuj, zrób cokolwiek, co doprowadzi nas do zwycięstwa. Jeśli będziemy musieli wrócić do domu po fazie grupowej, chcielibyśmy mieć czyste sumienie, chcielibyśmy wiedzieć, że zrobiliśmy wszystko, co się dało” – pisze “Diario de Noticias”.
Mimo problemów jednych i zaskakująco dobrej postawy drugich, wciąż w koszulkach reprezentacji Portugalii grają gwiazdy światowego futbolu, a Koreańczycy uchodzą za mundialowego dziwoląga.
Bramkarz Ri Myong-guk na początku kariery pragnął zostać napastnikiem. Zmienił zdanie, gdy wytłumaczono mu, że lepiej dla kraju, by zajął się bronieniem strzałów rywali.
Jego zmiennik Kim Myong-won w klubie występuje w ataku. Na MŚ zajął jednak miejsce przynależne bramkarzowi, bo trener Jong-hun uznał, że trzech golkiperów nie potrzebuje, wolał zwiększyć siłę ofensywy. Przeliczył się – w RPA Myong-won może wystąpić tylko w bramce. – Zaczynał jako bramkarz i praktycznie nim jest. Z racji szybkości korzystamy z niego też w ataku. Nic o nas nie wiecie – mówił zdenerwowany selekcjoner Koreańczyków. Podobno specjalnością Myong-wona są rzuty karne, w klubie zdarzyło mu się obronić trzy jedenastki w meczu.
Podobno, bo wiedza o Koreańczykach ogranicza się do tego, co sami udostępnią. Na słowo trzeba więc wierzyć trenerowi, który twierdzi, że za pomocą “telefonu komórkowego, którego nie widać gołym okiem” w czasie meczu porady taktyczne przekazuje mu przywódca Korei Kim Dzong Il.
Nazwiska dyktatora jak ognia unikają działacze FIFA, przed każdą konferencją proszący o niezadawanie pytań związanych z polityką. Ale i tak trudno spotkania z trenerem Koreańczyków uznać za normalne.
Przed meczem z Brazylią Jong-hun oburzył się na południowokoreańską reporterkę, która nazwała go “selekcjonerem Korei Północnej”. – Na mundialu grają 32 drużyny. My reprezentujemy Koreańską Republikę Ludowo-Demokratyczną. Proszę nie nazywać nas inaczej – mówił szkoleniowiec.
Jego drużyna dopiero od piątku trenuje w komplecie. Do zajęć wróciło czterech piłkarzy, których zabrakło na ławce rezerwowych w meczu z Brazylią. FIFA wytłumaczyła to ludzkim błędem, sztab Koreańczyków miał zostawić w hotelu kontuzjowanych. Prasa południowokoreańska twierdzi, że dwóch z nich poprosiło o azyl w RPA, bojąc się konsekwencji następnego meczu.
44 lata temu na mundialu w Anglii po 25. minutach ćwierćfinału Korea Północna prowadziła z Portugalią 3:0. Później cztery gole strzelił Eusebio, a Portugalia wygrała 5:3. Wściekły dyktator Korei Kim Ir Sen, ojciec Kim Dzong Ila, wysłał drużynę do obozu pracy. Nie oszczędził nawet Pak Doo-ika, którego gol zapewnił Korei sensacyjne zwycięstwo z Włochami w fazie grupowej. Piłkarz 15 lat spędził na wycinaniu lasów.
Fani inni niż wszyscy
Na mundialu w RPA Koreę Północną wspierają fani z Chin. Poddani Kim Dzong Ila na wyjazd nie mieli szans, bo władze odmówiły im paszportów. Północnokoreańskie ministerstwo sportu przekazało więc 1 tys. biletów chińskiemu klubowi kibica, do którego należą znani aktorzy, piosenkarze i satyrycy. Niezależny, jednoosobowy klub kibica stworzył Bryan Clark. 58-letni Anglik od czterech lat jeździ na mecze Korei Północnej. – W Arabii Saudyjskiej, gdzie zespół Kima Jong-Huna wywalczył awans na mundial, byłem jedynym kibicem Korei. 65 tys. fanów gospodarzy zagłuszało mnie, gdy śpiewałem i wymachiwałem flagą. Nie spodziewam się za moje poświęcenie nagrody od Kim Dzong Ila. Nie wydaje mi się, by on kibicował tej drużynie. Nigdy nie widziałem go na meczu – mówi Clark.
•
Luis Fabiano strzelił dwie bramki w meczu przeciwko Wybrzeżu Kości Słoniowej. Przy drugiej pomógł sobie ręką, i to dwa razy! Sędzia to widział, ale nie zareagował.
Pierwszą bramkę Fabiano strzelił w 25 minucie meczu – przepięknym uderzeniem pod poprzeczkę pokonał Boubacara Barry’ego. Drugą zdobył niedługo po gwizdku na drugą połowę, ogrywając całą linię obrony WKS. Byłaby to wyśmienita rehabilitacja za masę zmarnowanych okazji ze spotkania z Koreą Północną (2:1), gdyby napastnik Sewilli nie pomagał sobie ręką.
Najpierw piłka przypadkowo trafiła go w dłoń w czasie walki w powietrzu, później napastnik Brazylii zwiódł trzech obrońców, a gdy składał się do strzału przyjął piłkę ramieniem. Gol został uznany, rywale nie protestowali.
Sędzia doskonale widział nie tylko sytuację, ale też zagranie ręką Fabiano – po uznaniu bramki Stephanne Lannoy biegł tuż obok napastnika Brazylii i z dużym uśmiechem pokazywał na rękę. Fabiano kiwał głową, że nie…
•
Brazylia pokonała Wybrzeże Kości Słoniowej 3:1 w drugiej kolejce grupy G mistrzostw świata w RPA. Klasę pokazał krytykowany dotąd za brak formy Kaka, który zaliczył dwie asysty, oraz Luis Fabiano – strzelec dwóch goli. Brazylijczycy zapewnili sobie awans do rundy pucharowej, ale starcili… Kakę.
Brazylijczycy zaczęli mocno. Już w 40sekundzie Robinho zdecydował się na strzał z około 30 metrów, ale piłka poszybowała metr nad bramką WKS. Wybrzeże Kości Słoniowej odpowiedziało dopiero w 12 minucie. Drogba uderzył z rzutu wolnego tyleż mocno, co niecelnie.
Później piłkarze WKS sporadycznie zagrażali bramce strzeżonej przez Cesara, ale sami też bardzo agresywną grą nie pozwalali rywalom na zbyt wiele. Cierpiał szczególnie Kaka, którego raz po raz osaczało trzech piłkarzy. Rozgrywający Realu Madryt tracił za dużo piłek i nie potrafił wykreować ani jednej groźnej akcji.
Kaka obudził się w 25 minucie
I od razu z zabójczym skutkiem. Rozegrał “klepkę” z Luisem Fabiano, przedarł się przez dwóch obrońców i wyłożył Fabiano piłkę na ósmy metr. Napastnik Sevilli uderzył potężnie z ostrego kąta i nie dał szans Barry’emu.
WKS nie rzuciło się do frontalnych ataków, ale zaczęło grać bardziej otwarty futbol. Eboue i Dindane zagrażali bramce Cesara, ale ten nie dał się pokonać. Brazylia natomiast kontrowała – najpierw Lucio próbował indywidualnie – bez skutku, a potem dośrodkowanie Bastosa wyłapał bramkarz WKS. Do przerwy było zatem 1:0 dla Brazylii.
Druga połowa nie mogła zacząć się dla Brazylii lepiej
Pięciu minut potrzebował Luos Fabiano, aby podwyższyć wynik meczu. Brazylijczyk ograł w polu karnym trzech obrońców i lewą nogą uderzył w krótki róg bramki Barry’ego. Była to jednak bramka mocno kontrowersyjna: Fabiano w ciągu tej akcji dwa razy pomógł sobie w opanowaniu piłki ręką.
Po kolejnych 10 minutach było już 3:0. Znów klasę pokazał Kaka, który zszedł na lewą stronę boiska, ograł rywala i płasko wrzucił piłkę w pole karne. Tam dopadł do niej nadbiegający Elano i spokojnym strzałem nie dał bramkarzowi WKS szans.
Przez kolejne 20 minut WKS kompletnie spasowało. Afrykańczycy wydawali się pogodzeni z porażką, ale na 10 minut przed końcem meczu gwiazdor Chelsea Londyn i reprezentacji Didier Drogba poderwał kolegów do walki.
Gervinho ograł na skrzydle Maicona, znienacka zawrócił i wycofał piłkę przed pole karne. Tam był Yaya Toure, który świetnie podał na piąty metr. Drogba wbiegł między Juana i Bastosa, po czym uderzył głową tuż przy słupku nie dając Julio Cesarowi szans.
Do końca meczu więcej goli już nie oglądaliśmy. Czerwoną kartkę obejrzał za to Kaka – lekko odepchnął rywala, a sędzia dał się nabrać na jego teatralny upadek i pokazał Brazylijczykowi drugą żółtą kartkę. Kaka nie zagra w meczu z Portugalią w trzeciej kolejce grupy G.
Zwycięstwo 3:1 daje Brazylii pewny awans do rundy pucharowej mistrzostw – Canarinhos mają sześć punktów i mogą się martwić już tylko o to, czy zajmą w grupie pierwsze, czy drugie miejsce.
Drugie spotkanie drugiej kolejki grupy G w poniedziałek o godzinie 13:30.