Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2010 - RPA » Wpisy z kategorii 'MŚ 2010'

Odbierz BONUS na ZAKŁADY 20 zł (za wpłatę 59 zł)

- Sportingbet Bukmacher Online
- Wysokie kursy
- Brak podatku od wygranych
- Bonus do 600 PLN na start


Vicente del Bosque: Więcej pewności siebie

- Wygrana nad Chile doda nam przed meczem o ćwierćfinał więcej pewności siebie – powiedział trener Hiszpanii Vicente del Bosque. Hiszpania pokonała Chile 2:1 i w 1/8 finału zagra z Portugalią.

Selekcjoner reprezentacji Hiszpanii był na pomeczowej konferencji prasowej bardzo zadowolony. – Wygrana nad Chile doda nam przed meczem o ćwierćfinał więcej pewności siebie. Porażka w pierwszym meczu ze Szwajcarią zaburzyła równowagę w drużynie – mówił po meczu del Bosque.

- Kontrolowaliśmy grę w pierwszej połowie, ale bramka stracona na początku drugiej trochę skomplikowała nam sytuację. Gdy zaczęliśmy utrzymywać wynik, rywal nie zagroził nam nawet przez chwilę – dodał trener.

Del Bosque zapytany o to, czy cieszy się, że jego reprezentacja o ćwierćfinał będzie się bić z Portugalią, a nie Brazylią odpowiedział: – Nie uspokaja mnie to ani trochę. Portugalczycy to także fantastyczna drużyna.

WKS musi wysoko pobić Koreę Północną

Piłkarze Wybrzeża Kości Słoniowej mają tylko teoretyczne szanse na awans do 1/8 finału mistrzostw świata. Muszą w piątek (godz. 16.00) bardzo wysoko pokonać Koreę Północną i liczyć na wyraźne zwycięstwo Brazylii nad Portugalią.

Wybrzeże Kości Słoniowej gra na mundialu dopiero po raz drugi w historii i drugi raz nie miało szczęścia w losowaniu trafiając do “grupy śmierci”. Cztery lata temu piłkarze z “Czarnego Lądu” w pierwszej rundzie musieli zmierzyć się z Argentyną i Holandią i nie zdołali awansować do dalszych gier.

Tym razem na drodze do fazy pucharowej stanęli im Brazylijczycy i Portugalczycy. Z zespołem z Półwyspu Iberyjskiego bezbramkowo zremisowali, ale Canarinhos ulegli 1:3.

Z tego, że awansować do 1/8 mundialu będzie więcej niż trudno piłkarze Wybrzeża Kości Słoniowej doskonale zdają sobie sprawę. – Jeśli tego dokonamy to będzie prawdziwy cud – powiedział obrońca Arthur Boka. Po chwili dodał jednak: ale skoro Portugalia potrafiła pokonać Koreę 7:0 to dlaczego my mielibyśmy nie zrobić tego samego?

By znaleźć się w fazie pucharowej “Słonie” nie tylko muszą wygrać z Azjatami i liczyć na porażkę zespołu Carlosa Queiroza z Brazylią, ale także musi zostać zniwelowana aż dziewięciobramkowa różnica między nimi a Portugalią.

Dla Koreańczyków ten mecz ma znaczenie wyłącznie honorowe. Dla piłkarzy Kim Jong-huna trudno jednak o większą motywację. Ich klęska w poprzednim meczu była transmitowana na żywo w całym kraju rządzonym przez Kim Dzong-Ila.

Korea Płn. – Wybrzeże Kości Słoniowej (grupa G)

piątek, 25 czerwca, godz. 16.00

Azjaci rozszyfrowali Jabulani?

Podczas gdy europejskie i latynoskie gwiazdy niemal codziennie narzekają na nieprzewidywalną piłkę Jabulani, najtrudniejszą dla strzelców piłkę w historii najwyraźniej rozszyfrowali Azjaci. We wtorek dwa gole po rzutach wolnych strzeliła Korea Płd., a w czwartek powtórzyła to Japonia w meczu z Danią. Azjatyccy piłkarze spędzali ostatnio dodatkowe godziny treningów ćwicząc strzały Jabulani. – Ćwiczyliśmy nieco lżejsze uderzenia – zdradza koreański trener.

W dwóch pierwszych rundach rozgrywek grupowych na mundialu w RPA groźnych strzałów z dystansu, a zwłaszcza z rzutów wolnych, niemal nie było. O strzałach z rzutów wolnych mówiono nawet, że bardziej niż dla bramkarzy są groźne dla kibiców siedzących za bramką. Nawet mistrz wolnych Cristiano Ronaldo nie potrafił oddać w RPA dobrego strzału.

Ale w decydującej o awansie rundzie spotkań piłkarze Korei Płd. i Japonii najważniejsze gole – i to piękne – strzelali po stałych fragmentach gry.

Piłka Jabulani przed turniejem budziła duże kontrowersje. – Jest straszna, przerażająca. Jak kupiona w supermarkecie – mówił brazylijski bramkarz Julio Cesar.

Tradycyjne narzekania bramkarzy wspierali zawodnicy z pola, którzy twierdzili, że piłka przy każdym podaniu i strzale zachowuje się inaczej. Po pierwszej rundzie angielski obrońca Jaime Carragher sugerował, że piłka faworyzuje Niemców i dzielił się spostrzeżeniami: – Większość dośrodkowań jest niedokładna, piłka spada za daleko. Czasem nie sposób przewidzieć, gdzie poleci, kiedy kopniesz ją do kolegi.

Dyskusje przycichły, kiedy w drugiej rundzie padło więcej goli – Portugalia rozbiła Koreę Płn. 7:0, Argentyna wygrała 4:1 z Koreą Płd. Ale nawet po obfitujących w gole meczach Argentyny jej trener Diego Maradona narzekał na piłkę.

Trzeba uderzać lżej?

We wtorek Korea Płd. odniosła zwycięski remis 2:2 w spotkaniu z Nigerią – obie bramki padły po podobnych zagraniach. Koreańczycy wykonywali rzuty wolne z lewej strony bramki Vincenta Enyeamy – za pierwszym razem dośrodkowanie na dalszy słupek wykorzystał Lee Jung-Soo, a w drugiej połowie, z podobnego miejsca, bezpośrednio do bramki trafił Park Chu-Young.

- Często ćwiczyliśmy wykonywanie rzutów wolnych z tej pozycji, a Park Chu-Young był jednym z tych zawodników, których wyznaczyliśmy do tego typu zagrań – tłumaczył po meczu trener Korei Płd. Huh Jung-Moo.

Bramka Parka była pierwszą strzeloną bezpośrednio z rzutu wolnego w całym turnieju. Wcześniej, w meczu Nigerii z Grecją, piłka wpadła do bramki po zagraniu z wolnego Kalu Uche, ale były gracz Wisły Kraków raczej dośrodkowywał w pole karne. Gol padł dlatego, że bramkarz rzucił się w drugą stronę czekając na strzał Nigeryjczyka, który jednak nie doszedł do piłki.

Koreańska specjalność

Koreańczycy przyznawali, że chyba rozszyfrowali tajemnicę Jabulani i potrafili tą wiedzę zastosować w praktyce. Na trenowaniu strzałów Jabulani spędzili dodatkowe godziny na treningach: – W porównaniu do innych piłek, jeśli kopniesz Jabulani za mocno, to w 80-90 proc. przypadków wzniesie się ona za wysoko. Dlatego ćwiczyliśmy nieco lżejsze uderzenia i myślę, że dobrze przystosowaliśmy się do tej piłki – dodał trener Korei Płd.

W meczu z Nigerią umiejętność wykonywania rzutów wolnych okazała się kluczowa, bo piłkarze z Afryki często bezmyślnie faulowali rywali w okolicach pola karnego. Tymczasem Koreańczycy już w pierwszym meczu z Grecją pokazali, że stałe fragmenty gry to ich silna strona. Gola na 1:0 strzelili wówczas po dośrodkowaniu – też z lewej strony, choć z narożnika boiska – na dalszy słupek.

To wypracowane zagranie Koreańczyków – i z Grecją, i z Nigerią dośrodkowywał Ki Sung-Yong, a do bramki trafiał Lee Jung-Soo.

To, co zapoczątkowali Koreańczycy, kontynuowali w czwartek Japończycy. W decydującym o awansie meczu z Danią piłkarze z Azji już w pierwszej połowie dwukrotnie pokonali bramkarza Thomasa Sorensena z rzutów wolnych. Pięknymi strzałami popisali się Keisuke Honda i Yusuhito Endo.


Japończycy mogli strzelić więcej

Przy pierwszej bramce Japończyków – tej z 17. minuty – Sorensen popełnił błąd, choć z drugiej strony mógł być zaskoczony trajektorią lotu Jabulani. Po strzale Hondy piłka lekko skręcała w prawo, ale po minięciu duńskiego muru odchyliła się w lewo. Bramkarz już jej nie sięgnął.

Przy uderzeniu Endo z 30. minuty Sorensen nie miał już szans. Japończyk strzelał z miejsca na wysokości środka duńskiej bramki i przymierzył precyzyjnie – tuż przy prawym słupku.

W drugiej połowie Endo mógł strzelić jeszcze jednego gola z rzutu wolnego, ale tym razem Sorensen zdołał musnąć piłkę. Jabulani trafiła w słupek.

Korea Płd. i Japonia w sześciu meczach strzeliły dziewięć goli, z czego pięć po stałych fragmentach gry. W 1/8 finału Azjaci spotkają się z drużynami z Ameryki Południowej – Korea Płd. zagra z Urugwajem, a Japonia z Paragwajem.

Joachim Loew: Graliśmy pod dużą presją, musieliśmy wygrać

To był ciężki mecz z psychologicznego punktu widzenia. Brakowało nam dokładności w ofensywie, ale nie mogę o to winić młodych zawodników – mówił po zwycięstwie nad Ghaną trener reprezentacji Niemiec Joachim Loew.

Milovan Rajevac (trener reprezentacji Ghany): Wiedzieliśmy, że to będzie ciężki mecz. Trudno gra się ostatnie spotkanie w grupie, na dodatek decydujące o awansie, gdy rywalem są Niemcy. Zagraliśmy całkiem dobrze, stworzyliśmy kilka sytuacji. Rywale musieli wygrać i pokazali, że są jedną z najlepszych drużyn świata. Nie mamy czasu na świętowanie awansu, skupiamy się już na meczu z USA.

Joachim Loew (trener reprezentacji Niemiec): To był ciężki mecz z psychologicznego punktu widzenia. Brakowało nam dokładności w ofensywie, ale nie mogę o to winić młodych zawodników. Graliśmy pod dużą presją, musieliśmy wygrać. Cieszę się, że zrealizowaliśmy swój cel. Teraz czekamy na Anglię w 1/8 finału.

Philip Lahm (obrońca reprezentacji Niemiec): Mieliśmy trochę szczęścia. Presja była ogromna, ale udało nam się ją opanować. Był to dla nas szczególny mecz, chcieliśmy bardzo awansować do najlepszej szesnastki turnieju. I udało nam się. Mecz z Anglią to klasyk, już się na niego cieszymy, ale wiemy, że każdy z nas musi dać z siebie więcej.

Andre Ayew (pomocnik reprezentacji Ghany): Walczyliśmy do końca, ale do zwycięstwa to było za mało. Na szczęście wystarczyło to, by awansować do 1/8. Mieliśmy wiele okazji do zdobycia bramki, ale co ważne gramy dalej.

Donovan ratuje Amerykanów, USA w 1/8 finału!

Landon Donovan w doliczonym czasie gry pokonał Raisa M’Bolhiego i utonął w ramionach kolegów. Pomocnik Los Angeles Galaxy zapewnił swojej drużynie zwycięstwo 1:0 i awans do 1/8 finału – odpadły z grupy C Algieria i Słowenia

Algieria pierwsza mogła prowadzić. W szóstej minucie po błędzie Steve’a Cherundolo napastnik

AEK Ateny Rafik Djebbour był w sytuacji sam na sam z bramkarzem USA, ale uderzył w poprzeczkę. Po tej akcji już niemal non-stop atakowali faworyzowani Amerykanie, a Algierczycy ograniczali się do gry z kontry, z marnym skutkiem.

Reprezentanci Stanów Zjednoczonych dominowali na boisku powinni prowadzić po pierwszej połowie różnicą paru bramek. W 17 minucie z przewrotki uderzał Herculez Gomez, ale ponad poprzeczką. Jeszcze lepszą okazję podopieczni Boba Bradleya zmarnowali chwilę później. Gomez znalazł się tuż przed sam przed Raisem M’Bolhim, uderzył z całej siły, ale prosto w bramkarza. W tej samej akcji piłkę do bramki wbił Clint Dempsey, ale sędzia odgwizdał pozycję spaloną.

W toczonym równolegle drugim meczu tej grupy Anglia objęła prowadzenie ze Słowenią. Taki wynik oznaczał, że remis w meczu USA – Algieria wyeliminuje z turnieju obie drużyny. Być może ten fakt sparaliżował zawodników. Mimo kolejnych okazji nie byli w stanie trafić do siatki. Pod koniec pierwszej połowy mecz się wyrównał, ale wciąż lepsze sytuacje stwarzali Amerykanie. M.in. Jozy Altidore spudłował z pięciu metrów, marnując kolejną stuprocentową okazję dla swojego zespołu.

Na drugą połowę nie wyszedł nieskuteczny Gomez, ale nie zmieniło to postawy jego kolegów pod bramką rywali. W 57 minucie koszmarny błąd popełnił jeden z obrońców Algierii wybijając piłkę wprost pod nogi nadbiegającego Dempseya. Ten nie skorzystał jednak z prezentu – trafił w słupek. Siedem minut później w pole karne rywali wbiegł Benny Feilhaber, strzelił celnie ale na posterunku był dobrze broniący golkiper zespołu z Afryki. Wszystko zmieniło się dopiero w doliczonym czasie gry, kiedy kontrę Amerykanów wykończył Landon Donovan. Gdy strzelał, mecz Anglia – Słowenia już się zakończył i gracze USA mogli zacząć się cieszyć.

Algieria jest pierwszą drużyną która zakończyła udział w mundialu bez strzelonej bramki. Prócz nich bramki nie zdobył jeszcze tylko Honduras, ale ma przed sobą jeszcze jeden mecz.

Anglia 0:1. Anglicy w 1/8 finału, Słowenii 5 sekund radości…

Anglicy po bramce Jermaine’a Defoe pokonali 1:0 Słowenię i zapewnili sobie awans do 1/8 finału. Słoweńcy odpadają, bo bramkę w doliczonym czasie gry dla USA w meczu z Algierią strzelił Donovan.

Gdy sędzia zakończył gwizdkiem mecz, Słoweńcy mimo porażki byli jeszcze w 1/8 finału, bo w meczu USA – Algieria cały czas utrzymywał się remis 0:0. Dosłownie 5-7 sekund później, w 92. minucie bramkę dla USA w meczu z Algierią zdobył London Donovan i wyrzucił Słowenię z turnieju, a Anglików zepchnął na drugie miejsce w grupie.

W meczowym składzie trener Fabio Capello dokonał trzech zmian – do jedenastki wrócił James Millner, w ataku Emila Heskey’a zastąpił Jermaine Defoe, a na środku obrony szansę dostał Upson. Już od pierwszych minut było widać, że są to zmiany trafione. Millner robił dużo “wiatru” na skrzydłach, kręcił obrońcami Słowenii jak chciał i tylko swoich napastników mógł winić za to, że bramka padła dopiero w 23 minucie.

Barry dograł piłke na prawe skrzydło, Millner precyzyjnie dośrodkował na piąty metr, a do piłki dopadł Defoe, dołożył tylko nogę i pokonał Handanovicia.

Trzy minuty później Anglicy mogli prowadzić już 2:0, ale fantastyczną okazję zmarnował Frank Lampard. Strzał pomocnika Chelsea przeleciał wysoko nad poprzeczką słoweńskiej bramki.

Pod angielską bramką gorąco zrobiło się w 42 minucie. Z rzutu wolnego uderzał Birsa, James wypiąstkował piłkę, ale ta poleciała ponad nim. Do piłki dopadł Ljubijankić, chciał oddać strzał, ale sędzia przerwał akcję.

Tuż po zmianie stron Anglicy znów mieli wyśmienitą okazję. Strzelał Rooney, ale fantastycznie obronił Handanović. Napastnik Manchesteru United co i rusz atakował bramkę Słowenii, ale za każdym razem czegoś brakowało. W 58. minucie Rooney dostał doskonałe prostopadłe podanie od Lamparda, wyszedł sam na sam z Handanoviciem, strzelił obok bramkarza, ale piłka trafiła tylko w słupek. W 72. minucie Capello zmienił niemogącego się przełamać Rooney’a, w jego miejsce wszedł Joe Cole.

Anglicy kontrolowali mecz w drugiej połowie. Nie pozwalali Słoweńcom na groźne ataki, sami często zagrażali Handanoviciovi, ale słoweński bramkarz bronił jak natchniony.

W ostatnich minutach Słoweńcy rzucili się do ostatniej szarży, zaatakowali odważniej, ale przebić się przez angielski mur nie byli w stanie. Anglicy w końcówce grali mądrze, długo utrzymywali się przy piłce, grali na czas.

Cały świat arabski modli się o zwycięstwo Algierii z USA

Arabowie są zachwyceni remisem Algierii z Anglią. Teraz mają nadzieję, że piłkarze z północnej Afryki pokonają w ostatnim meczu w grupie USA. – Chcemy pokonać Stany Zjednoczone. Jeśli nie możemy politycznie ani ekonomicznie, to przynajmniej możemy wygrać w piłkę nożną – powiedział libijski komentator sportowy Mohamed Barakat.

Algieria sprawiła wielką sensację, zdobywając w meczu z Anglią swój pierwszy punkt i wciąż ma szansę na awans do 1/8 finału. W ostatnim meczu zagra w środę z USA w Pretorii. Spotkanie budzi wielkie emocje wśród Arabów, jednak nie ze względu na samą piłkę nożną, ale na okazję do pokonania Stanów Zjednoczonych. Światowe mocarstwo jest znienawidzone w świecie arabskim od lat, a eskalacja negatywnych emocji nastąpiła po ostatniej interwencji w Iraku.

- Chcemy pokonać Stany Zjednoczone. Jeśli nie możemy politycznie ani ekonomicznie, to przynajmniej możemy wygrać w piłkę możną – powiedział libijski komentator sportowy Mohamed Barakat.

Cały arabski świat za Algierią, nawet Egipt

W wielu państwach wsparcie dla afrykańskiej drużyny jest powszechnie okazywane. Po meczu z Anglią algierskie flagi powiewały na wielu ulicach stolicy Sudanu Chartumie. Gazety w Libanie piszą o zażenowaniu reprezentacji Anglii przez Algierczyków. Na portalu społecznościowym Facebook powstają grupy łączące osoby wspierające algierską kadrę. Masowo przystępują do nie Arabowie i osoby wyznania muzułmańskiego.

Z Algierią sympatyzują nawet Egipcjanie, którzy zostali pozbawieni przez nich miejsca na mundialu. Decydujący mecz między oboma państwami był wyjątkowo brutalny – wywołał nawet kryzys dyplomatyczny na linii Kair – Algier.

- Chcę, żeby Algieria wygrała, bo to jedyne arabskie państwo na mundialu – mówi egipski taksówkarz Mahmoud Bassiyouny.

Według Sudańczyka Samira Eltayeba, to spotkanie to coś więcej nie sport. – W meczu z Anglią chodzi o futbol, w meczu z Ameryką chodzi o coś więcej. Zwycięstwo Algierii z USA będzie czymś wielkim dla każdego Araba na świecie, nawet dla Egipcjanina – tłumaczy.

Francja odpada z MŚ. RPA wygrywa, ale też dalej nie zagra

Francja – RPA 1:2. Pogrążeni w zawstydzających kłótniach Francuzi w meczu przeciw RPA mieli zagrać nowym składem, bez piłkarzy zaangażowanych w bunt przeciw trenerowi. Zagrali, ale nic to nie dało. RPA upokorzyła wicemistrzów świata, którzy kończyli mecz w “dziesiątkę”. Mimo zwycięstwa RPA, jako pierwszy gospodarz w historii, kończy MŚ w rundzie grupowej.

Nazywający trenera “sk…” Nicolas Anelka, który został wyrzucony z drużyny, jego przyjaciel i kapitan zespołu Patrice Evra i Sidney Govou nie zagrali w tym meczu ani minuty. Thierry Henry i Florent Malouda weszli na boisko w drugiej połowie, bo Raymond Domenech nie miał innych piłkarzy. Francji to niewiele pomogło, bo była tak samo bezradna i chaotyczna jak we wcześniejszych meczach. Do zwycięstwa miał ją poprowadzić Yoann Gourcuff, ale gwiazda Bordeaux, nazywana następcą Zinedine’a Zidana, doprowadziła Francję do katastrofy.

W 27. minucie Gourcuff w walce o piłkę zaatakował rywala łokciem. Sędzia z Ekwadoru nie zastanawiał się czy wyrzucić Francuza z boiska, choć telewizyjne powtórki pokazały, że starcie nie było tak brutalne, jak się początkowo wydawało. W dziesiątkę Francuzi stracili jakiekolwiek szanse na zwycięstwo, a tylko wygrana dawała im cień szansy na awans.

Zresztą gdy Gourcuff oglądał czerwoną kartkę wicemistrzowie świata już przegrywali. W 20. minucie Bonghani Khumalo wyskoczył najwyżej we w francuskim polu karnym do dośrodkowania z rzutu rożnego. Bramkarz Hugo Lloris nie sięgnął piłki, a piłkarz z RPA mimo asysty obrońcy wbił ją do siatki. W 37. minucie było już 2:0. Piłkarze z RPA ośmieszyli obronę Francji a Kathlego Mphela strzelił gola do pustej bramki.

Piłkarze z RPA wiedzieli, że muszą ten mecz wysoko wygrać, by liczyć na awans i atakowali z animuszem. A chaotyczna Francuska obrona nie stanowiła dla nich przeszkody. W pierwszej połowie wicemistrzowie świata byli w ataku zupełnie bezradni. Djibril Cisse, który zastąpił w pierwszej jedenastce Anelkę, poza bieganiem wniósł niewiele.

W 70. minucie Francja zdobyła bramkę, pierwszą na tym mundialu. Franck Ribery uciekł obrońcom i z prawej strony pola karnego podał wprost na nogę Maloudy, który mocnym strzałem pokonał bramkarza RPA. Dzięki wprowadzonym w drugiej połowie piłkarzom – Henry’emu i Maloudzie – akcje ofensywne Francji trochę się rozruszały. Oba zespoły atakowały na zmianę. Gospodarze jednak stracili zapał, bo gol Maloudy w praktyce zamknął im drogę do 1/8 finału.

RPA mimo zwycięstwa żegna się z turniejem. Trzy gole stracone w meczu z Urugwajem sprawiły, że wygrana z wicemistrzami świata nie pozwoliła gospodarzom turnieju wyprzedzić Meksyku. Z kolei Raymond Domenech meczem z RPA kończy pracę z reprezentacją Francji. Przejął ją po nieudanym Euro 2004, gdy Francja odpadła w ćwierćfinale. Teraz Laurent Blanc przejmie ją w jeszcze gorszym momencie.

Przed meczem: Urugwaj – Meksyk

Czy Urugwajczycy będą przeć do zwycięstwa za wszelką cenę? Jak bardzo będą chcieli wygrać Meksykanie? Takie pytania przed wtorkowym meczem padają, bo na wielkich turniejach bywało różnie

Wątpliwości nikt by nie zgłaszał, gdyby nie szczególne okoliczności. Skoro remis gwarantuje awans do 1/8 finału i jednym, i drugim, a przegranemu zagraża RPA bądź Francja, to po co nadmiernie ryzykować?

Historia uczy, by pewności co do zamiarów piłkarzy nie mieć.

Wokół tego, co się stało na Euro 2004, do dziś trwają spory. Wtedy Szwedzi oraz Duńczycy, wychodząc na ostatni mecz fazy grupowej, zdawali sobie sprawę, że remis 2:2 premiuje obie strony, wyrzucając z turnieju Italię. I Skandynawowie idealny wynik wybiegali, choć dni poprzedzające spotkanie spędzili na przysięganiu, że za zwycięstwo oddadzą na boisku życie, a gol na 2:2 padł dopiero w 89. minucie. Sprawiali wrażenie wręcz zdumionych, iż ktoś otwarcie pyta, czy zamierzają oszukiwać.

Włosi przyjęli wyrok ze zrozumieniem, moralnych uniesień nie było.

To nie w ich stylu, oni zdradę ideałów widzieliby w niewykorzystaniu każdego dostępnego sposobu, by zwyciężyć. Z rozmów z włoskimi dziennikarzami wynikało, że wielu za grę całkiem serio odpłaciłoby Szwedom i Duńczykom autentyczną pogardą.

Skandynawowie umówili się przed meczem? Walczyli na poważnie całe 90 minut? Doszli do porozumienia w końcówce, gdy wynik im odpowiadał, a następny gol mógł kogoś skrzywdzić?

W 1982 roku – już na mundialu – nikt pytań nie stawiał. Każdy widz meczu Niemców z Austriakami rozumiał, że ogląda walkę symulowaną. Zwycięstwo pierwszych 1:0 pozwalało usunąć z mistrzostw Algierię, więc Horst Hrubesch natychmiast odbębnił bramkową formalność. Od tej pory piłkarze uprawiali już grę pozorów. Przesuwali się w tempie spacerowym, jakby chcieli światu wykrzyczeć, że frazesy o czystej grze mają w głębokim poważaniu. To wtedy FIFA postanowiła wyznaczać spotkania ostatniej kolejki grupowej na tę samą godzinę, by choć częściowo zapobiec skandalom.

Nawet na tegorocznym Pucharze Narodów Afryki federacja Mali złożyła oficjalny protest przeciw postawie Algierii oraz Angoli. Bezbramkowy remis premiował ich właśnie kosztem Mali, więc działacze uznali wynik za ustawiony. Śledztwa nie wszczęto, trener Rabah Saadane tłumaczył, iż ustalił tylko z piłkarzami jasne reguły – nacieramy, ale w umówionym momencie zwalniamy i zadowalamy się minimum.

Jak zareagują Urugwajczycy i Meksykanie? Mecz może mieć osobliwy przebieg, bowiem piłkarze nie muszą wcale wyrzekać się sportowej postawy, by przeć po wygraną z mniejszym żarem niż zazwyczaj. Zwłaszcza w końcówce, gdy przemknie im przez głowę myśl, iż kolejne zbyt śmiałe natarcie grozi śmiercionośnym kontratakiem.

Na razie zareagowali bukmacherzy. Za remis płacą mniej, niż oferowali za remis w każdym dotychczasowym meczu MŚ.

FIFA też uznała za stosowne interweniować. Przypomina, że od wielu lat odwołuje się do fair play jako fundamentalnej wartości, zatem wyraża nadzieję, iż wszyscy uczestnicy mundialu będą grali czysto.

Selekcjonerzy niechętnie podejmują temat.

Oscar Tabarez, trener Urugwaju: – Nie damy się złapać w pułapkę spekulowania i teoretyzowania. Podejdziemy do meczu tak, jakby decydował o naszym losie.

Javier Aguirre, trener Meksyku: – Chcemy przede wszystkim być pewni awansu do drugiej rundy. Mam nadzieję, że drużyna będzie silna i solidna jak w meczu z Francją.

Patrice Evra, kapitan tej ostatniej drużyny, której zależy, by nie padł remis: – Wybaczcie, ale w cuda nie wierzę.

Sytuację komplikują niuanse odbierające jej jednoznaczność. Zwycięzca niemal na pewno w 1/8 finału nie wpadnie na rozpędzonych Argentyńczyków, którzy jak dotąd oddają salwę za salwą – najczęściej uderzają na bramkę, najrzadziej oddają piłkę. Zamiast nich zmierzy się z Grecją, Koreą Płd. bądź – mniej realny wariant – Nigerią.

Urugwajczycy i Meksykanie poczuli szansę, by pozbyć się reputacji krajów futbolowo kwitnących, lecz przeżywających notoryczne rozczarowania reprezentacyjne. Pierwsi byli mocarstwem przed i po wojnie, by w minionych 20 latach awansować na MŚ ledwie raz. Drudzy mocarstwem nie byli nigdy, choć mundial organizowali aż dwukrotnie, krajową ligę oglądają pasjami (nawet stutysięczne frekwencje na trybunach), hojnie opłacają lokalne gwiazdy.

Ostatnio te gwiazdy wreszcie próbują rozbłysnąć w Europie, a jedna z nich – Carlos Vela z Arsenalu – nie zagra we wtorek z powodu urazu mięśniowego. To przede wszystkim Meksykanie mają jednak interes, by atakować, ponieważ wobec słabszego stosunku bramkowego remisem skażą się na pozycję wicelidera. I starcie z Argentyną.

Oni też nasłuchali się niegdyś, że postępują nie fair. W meczu z Włochami w 2002 r. wytracali czas leniwym, jałowym wymienianiem podań, w czym rywale niespecjalnie im przeszkadzali, bo również zadowalał ich remis.

Czy jednak obie strony najpierw spiskowały? By mecz toczył się w letniej temperaturze, nie potrzeba łamania reguł. Piłkarze, którym remis daje sukces, nigdy nie grają z ryzykancką beztroską. Tak jak w większości meczów obejmujący prowadzenie zaczynają poświęcać więcej uwagi defensywie.

Meksykanie oraz Urugwajczycy w pewnym sensie objęli prowadzenie, gdy wygrywali z Francją oraz RPA. Dlatego we wtorek pół świata – zdemoralizowanego, skażonego ciągłymi doniesieniami o boiskach umoczonych w szwindlu – będzie łypać podejrzliwie na każde ich kopnięcie i zastanawiać się, czy negocjacje odbywają się także w trakcie gry, skoro po murawie biegają wyłącznie osobnicy hiszpańskojęzyczni.

Hiszpania – Honduras 2:0

W drugim meczu na mundialu w RPA Hiszpanie pokonali Honduras 2:0. Oba gole zdobył król strzelców Euro 2008 – David Villa. Mógł ustrzelić nawet hat-tricka, ale w 61 minucie spudłował z rzutu karnego. Trzy punkty zainkasowane w tym meczu nie dają jeszcze Hiszpanii awansu do fazy pucharowej.

Hiszpanie, po porażce w pierwszy meczu ze Szwajcarią 0:1, musieli ten mecz wygrać. Vicente del Bosque zdecydował się na bardziej ofensywną taktykę, która przewidywała miejsce na boisku dla dwóch napastników. U boku Davida Villi od początku meczu zagrał Fernando Torres.

Hiszpanie natarli więc na Honduras od pierwszego gwizdka. W trzeciej minucie w zamieszaniu podbramkowym w ostatniej chwili obrońcy wybili piłkę, w czwartej Torres oddał swój pierwszy, zbyt jednak lekki strzał, a już w szóstej Villa uderzył potężnie z dystansu, ale tylko w poprzeczkę.

Kolejne dziesięć minut Hiszpanie rozpoczęli równie mocno. Sergio Ramos z pięciu metrów przeniósł piłkę nad bramką. W jego ślady w 14 minucie poszedł Villa, tym razem strzelając tuż obok słupka. W ferworze działań ofensywnych mistrzowie Europy na chwilę zapomnieli o obronie i gdyby nie Casillas, który uprzedził napastnika Hondurasu, bylibyśmy w 16 minucie świadkami kolejnej na tych mistrzostwach sensacji.

Honduras pękł w 17 minucie:

Minutę po szansie dla Hondurasu Villa zdecydował się na trzecią próbę w tym meczu. Tym razem już się nie pomylił. Ograł w polu karnym trzech obrońców i pokonał Valladaresa strzałem w długi róg. 1:0 dla Hiszpanii!

Ledwie trzy minuty później Ramos po raz drugi uderzał głową z pięciu metrów i po raz drugi nie zdołał pokonać bramkarza Hondurasu. Piłkarze z Ameryki Środkowej ograniczali się w tym czasie do przeszkadzania Hiszpanom.

Ostatni kwadrans pierwszej połowy od dwóch zmarnowanych sytuacji zaczął Torres. Napastnik Liverpoolu nie potrafił pokonać Valladaresa ani głową, ani prawą nogą, a po chwili dołożył zmarnowaną sytuację sam na sam.

Hiszpanie stworzyli jeszcze kilka okazji, ale więcej bramek nie obejrzeliśmy. Właśnie brak skuteczności był największym mankamentem mistrzów Europy w pierwszej połowie.

Piorunujący początek drugiej połowy

Sześciu minut potrzebował David Villa, by zdobyć drugą bramkę w meczu. Nowy piłkarz Barcelony dostał podanie od Navasa i strzelił zza pola karnego. Piłka otarła się o nogę jednego z obrońców i wpadła do siatki nad wyciągniętymi rękami Valladaresa.

W 61 minucie Villa powinien ustrzelić hat-tricka. W polu karnym faulowany był Navas i sędzia nie miał wątpliwości – karny dla Hiszpanii. Villa strzelił centymetry obok słupka. To drugi zmarnowany karny na mistrzostwach świata w RPA – pierwszego nie wykorzystał Niemiec Lukas Podolski w meczu z Serbią.

W 66 minucie na boisku pojawił się Cesc Fabregas (zmienił Xaviego), a już minutę później piłkę po jego strzale z bramki wybił obrońca Hondurasu.

Honduras wciąż był w opałach, mimo niezbyt intensywnych ataków usatysfakcjonowanej Hiszpanii. Valladaresa nie zdołali jednak pokonać ani Ramos, ani Mata, który zmienił w 70 minucie Torresa.

Ostatni kwadrans meczu toczył się raczej w leniwej atmosferze. Honduras pogodzony z porażką całkowicie oddał rywalowi pole, Hiszpanie zaś nie kwapili się, by rezultat podwyższyć. Może poza Villą, który dążył do zdobycia trzeciego gola. Bramki jednak strzelić nie zdołał i mecz zakończył się wynikiem 2:0.

Hiszpania nadal bez awansu:

W grupie H po drugiej kolejce spotkań prowadzi z kompletem punktów Chile, które w poniedziałek pokonało 1:0 Szwajcarię. Drugie miejsce z trzema punktami na koncie zajmują Hiszpanie, wyprzedzający Szwajcarów tylko lepszym stosunkiem bramek. Ostatni, z zerowym dorobkiem, jest Honduras.

W trzeciej kolejce spotkań, na relację z której już 25 czerwca zapraszamy do Sport.pl, Hiszpania zmierzy się z Chile, a Honduras ze Szwajcarią.